Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Zjazd Horodelski (10 X 1861)

Ten artykuł mojego autorstwa po raz pierwszy został wydrukowany w "Niedzieli" - Edycja Zamojska 40/2001, pod pseudonimem Marian Nadburzański


Polacy nigdy nie pogodzili się z utratą niepodległości. Nie zaakceptowali też władzy zaborców i nie porzucili myśli o odbudowie własnego silnego państwa na bazie Rzeczpospolitej Jagiellonów. Po roku 1848 gdy mocarstwa urządziły pogrzeb Polsce i innym narodom Polacy przez pewien czas żyli jakby w letargu i przygnębieniu z którego zostali wyrwani gdy wybuchła wojna zwana „krymską” w 1853 roku. Wiele wówczas uczyniono dla sprawy narodowej, ale na wskutek różnych wydarzeń międzynarodowych wysiłki te nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Z nadzieją patrzono na cara Aleksandra II, który zawiódł Polaków i Europę. Wprawdzie trochę złagodził ucisk zaprowadzony przez swego ojca, ale rozwiał marzenie o niepodległej Polsce. Ta zawiedziona nadzieja stała się jakby iskrą, która zapaliła i obudziła ruch narodowo-niepodległościowy ciągle wzrastający, który przybrał w końcu niesłychane rozmiary i doprowadził do Powstania Styczniowego. Niepodległość Polski w granicach przed pierwszym rozbiorem z roku 1772 stała się hasłem wszystkich. Różne ugrupowania polityczne bazując na tych nadziejach rozpoczęły działania w tym kierunku, aby naród przygotować do przyszłego powstania przez propagandę ustną, wydawanie tajnych pism i organizowanie manifestacji politycznych. Ruch patriotyczny wyparty z ulic Warszawy i innych miast chroni się do kościołów, znajduje wyraz w pieśniach i modlitwach, pierwiastek narodowościowy łączy się z religijnym. Poprzez nabożeństwa, pieśni religijne, procesje, pogrzeby, śpiewy patriotyczne napawa ludność żarem miłości do Ojczyzny i staje się protestem wobec świata przeciw obcemu panowaniu. Manifestacje tego typu wzmogły się gdy żołnierze rosyjscy w Warszawie otworzyli ogień do bezbronnego tłumu. Na znak protestu ludność ubiera się na czarno, cały czas trwa żałoba narodowa wzbudzająca wściekłość Rosjan. Noszono specjalnie wykonane żelazne krzyże i obrączki . Biskupi wydają zarządzenia nakazujące zamykanie sprofanowanych przez Rosjan kościołów. Demonstracje rozciągają się na wszystkie miasta Królestwa oraz na Litwę i Ruś. Uczestnik tych wydarzeń Kazimierz Gregorowicz działający w Lublinie pisze: ”Osoby różnej płci i różnego wieku kornie na klęczkach zanosiły modlitwy do Stwórcy, aby wedle wyrażenia ludzkiego przebłagać gniew jego, uprosić zmiłowanie nad narodem przez przywrócenie Polsce świetności starożytnej”.

Na fali takich patriotycznych nastrojów powstaje myśl uczczenia w Horodle nad Bugiem 448 rocznicy zawarcia Unii horodelskiej (1413). Unia ta jest przepiękną i chwalebną kartą naszej historii. To co podpisano wówczas w Horodle chyba nie mało swego odpowiednika ani w przeszłości ani w przyszłości. To nie tylko akt polityczny, ale także głęboko religijny, jest on jakby adopcją bratnich Litwinów. Strona polska udzieliła rodom litewskim swoich herbów, co dziś może być porównane do udzielenia komuś swego nazwiska, jak w wypadku adopcji dziecka a to otwiera drogę do wiele innych przywilejów.

Zdjęcie 3Na 10 października 1861 roku zwołano do Horodła delegacje z wszystkich polskich ziem. Program uroczystości opracowywano w Warszawie i Lublinie, głównymi architektami i organizatorami byli ojciec Marek Stefan Laurysiewicz zakonnik unicki bazylianin z Chełma, ks. Bojarski kanonik krasnostawski, ojciec Fidelis kapucyn z Lublina, adwokat Kazimierz Gregorowicz, Marian Dubiecki i inni. Procesja wychodząca z Lublina doszła do Stefankowic (około 16 km do Horodła), gdzie urządzono krótki postój. W uformowanym szyku zmierzała do wyznaczonego celu. Na przedzie szli księża z krzyżami, następnie chorągwie i ołtarzyki, dalej lud. Obecny był także biskup sufragan lubelski Walenty Baranowski, powrócił on jednak do Lublina nie biorąc udziału w uroczystościach rocznicowych, prawdopodobnie z powodu śmierci i pogrzebu arcybiskupa warszawskiego Fijałkowskiego. W procesji brało udział około osiem tysięcy uczestników gotowych na wszystko, nawet na śmierć. Rosjanie chcąc zniechęcić do udziału w manifestacji rozpuszczali pogłoski, że ludzie zostaną rozstrzelani, że chłopi napadają i zabijają itp. Nie były to puste słowa, bo do Horodła bronili dostępu żołnierze carscy pod dowództwem generała Chruszczewa. Procesja doszła do wioski w pobliże Horodła (prawdopodobnie do Kopyłowa) gdzie w unickim kościele odprawiono nabożeństwo a ojciec Fidelis wygłosił płomienne kazanie zaczynające się od słów: „Bracia moi, kochacie kraj i gotowi jesteście dla niego uczynić największe poświęcenie. Nie macie jednak sposobności do okazania czynem waszej gotowości w tej mierze, bo utrata waszego życia, zdrowia lub pieniędzy nie przyniosłyby jeszcze żadnego pożytku dla narodowej sprawy. ...Bracia moi, za kilka godzin spotkamy się z naszymi nieprzyjaciółmi. W jaki sposób postąpią z nami – nie wiemy. Wnosząc jednakże z ich czynów w Warszawie możemy przypuszczać, że doznamy jak najgorszego obejścia. Niezadługo może niektórzy z nas, a może wszyscy staniemy przed straszliwym sądem Bożym. Dołóżmy starania, aby dusze nasze były przygotowane do opuszczenia więzów ziemskich, toteż uklęknijcie, bracia moi, mówcie pobożnie spowiedź powszechną, a ja wam udzielę śmiertelne rozgrzeszenie”. Generał Chruszczew (wg Gregorowicza Chruszczow) ustawił po obydwu stronach drogi prowadzącej do Horodła piechotę w szyku bojowym, artyleria zajęła miejsce po środku, a kawaleria na skrzydłach, do miasteczka nie było dostępu. Lud stanął naprzeciw wojska ze śpiewem „Kto się w opiekę”. Generał po rosyjsku powiedział: „Mam stanowczy rozkaz nie wpuszczenia was do miasta i spełnię go z całą ścisłością – po chwili dodał: macie jeszcze pola”. Ks. Bojarski zapytał czy rzeczywiście ma rozkaz nie wpuścić procesji do Horodła i strzelać do ludzi, Chruszczew wszystko stanowczo potwierdził i pozwolił z kościoła zabrać tylko potrzebny sprzęt liturgiczny do odprawienia Mszy św. Wyszukano dogodne miejsce na polach horodelskich na niewielkim wzniesieniu. Z pobliskiego lasu przyniesiono ścięty dąb i z niego wykonano krzyż nie zdzierając kory , który wkopano w centralnym miejscu, a przed nim ustawiono ołtarz polowy. „Tysiące ludzi o różnobarwnych strojach, zalewające obszary pól, nad nimi powiewają sztandary i godła narodowe, a w ich oku i sercu tyle zapału, tyle wiary w lepsze jutro, iż się to wypowiedzieć nie da. Potrzeba było żyć wówczas, patrzeć na to własnymi oczyma, odczuwać tę potęgę ducha, która podnosiła społeczeństwo na nieznane przedtem wyżyny, aby zrozumieć, czem były owe godziny „Zjazdu Horodelskiego”. Uroczystą Mszę św. odprawiali kapłani obydwu obrządków, w obrządku rzymskim celebrował wspomniany ojciec Anicet a w greckim ojciec Laurysiewicz i wieku kapłanów unickich. Uczestnik tych uroczystości Dubiecki tak wspomina te chwile: „Bardzo znaczny zastęp kapłanów świeckich obu obrządków i zakonników przeróżnych zgromadzeń otaczało ołtarz, a hymn religijno-narodowy „Boże coś Polskę” który wówczas wszędzie się spotykał, ulatywał z wielu tysięcy piersi... Wszystkie te masy, których liczbę trudno było określić, bezbronnie tam się stawiły, acz w nich była świadomość, że w każdej chwili mogą się stać ofiarą szeregów zbrojnych...... Tym uczuciem przejęte były i owe tysiące, klęczące, rozmodlone dookoła ołtarza, na ścierniskach horodelskich łanów”. Duchowieństwo obecne na tej uroczystości, jak przewidywano poszło na męczeństwo, najpierw były przesłuchania w więzieniach a w końcu zsyłka na Syberię. Po Mszy św. Przemawiał ojciec Laurysiewicz i ludzie świeccy przedstawiciele młodzieży i adwokat Gregorowicz, który odczytał akt ponawiający Unię następującej treści: „Działo się to na gruncie miasta Horodła w województwie lubelskim, powiecie hrubieszowskim położonym, na dniu 10 października 1861 roku. My, wymienieni niżej delegaci ze wszystkich ziem i województw Polski przedrozbiorowej w dniu dzisiejszym zebrani w Horodle, jako w rocznicę czterechsetną ósmą unii Litwy z Polską, oświadczamy niniejszym aktem, stwierdzonym własnoręcznymi podpisami naszymi, że unię łączącą wszystkie ziemie Polski, Litwy, Rusi ponawiamy na zasadach zupełnego równouprawnienia trzech połączonych narodowości i wszelkich wyznań, łącząc się w najściślejszy związek do pracy nad wydźwignięciem wspólnej ojczyzny naszej z dzisiejszego jej upadku, aż do uzyskania zupełnej jej niepodległości....”. W innym dokumencie z tego dnia znajdujemy jeszcze słowa protestu wobec caratu: „Odnawiając Akt horodlański w całej swej rozciągłości protestujemy przeciwko samowolnym rozbiorom Polski i żądamy powrócenia jej niepodległości”. Delegacje z różnych ziem dawnej Rzeczpospolitej miedzy innymi z Gdańska, z Nowogródzkiego, Podlasia, Sandomierza, Żmudzi, Pomorza itd. rzuciły się do podpisania tego dokumentu. Nie mogły natomiast przybyć delegacje z za Bugu , ponieważ wojsko nie przepuściło ich przez rzekę, ale stojąc po drugiej stronie widziały co dzieje się na polach. Gdy jedni składali podpisy, inni postanowili wydarzenie to upamiętnić, podjęto więc decyzję usypania kopca, a na jego wierzchołku miał być umieszczony dębowy krzyż stojący dotychczas przy ołtarzu. „Myśl przez kogoś podjęta, znalazła wnet wykonawców. Rzucono się z zapałem do sypania kopca; dłonią, czapkami noszono ziemię – i wkrótce w tem miejscu, gdzie stał ołtarz, wzniósł się kopiec, usypany rękoma tysięcy... Na kopcu ustawiono krzyż dębowy z kory nieobdarty”. Z kos używanych do ścinania dębu i kopania ziemi wykuto pierścionki żelazne w kształcie łańcucha połączonego złotą blaszką, na której są dwie ręce złączone uściskiem. Wybito także medalion z brązu upamiętniający to wydarzenie. Z zachowanych dokumentów można poznać dalsze losy bohaterów tamtych dni. Rosjanie nie podarowali nikomu. Posypały się wyroki wielu lat więzienia i zsyłki, ale do wybuchu Powstania doszło. Za 57 lat powstanie Polska o którą tak walczyli, o której śnili i marzyli niektórzy dawni bohaterowie jak Marian Dubiecki, który miał szczęście dożyć nowych czasów.


Podniesienie Kopca Unii Horodelskiej w 1924 roku

Lata mijają a czas zaciera ślady. Przez ziemie Polski przeszły dziejowe burze , nie omijając Horodła. Najpierw wybuchło Powstanie Styczniowe jakby dalekie echo Zjazdu Horodelskiego. Uczestnikami Powstania byli także mieszkańcy okolic Horodła świeccy i duchowni, Polacy i Rusini. Najbardziej znanym był unicki kapłan z Kopyłowa ks. Justyn Łada, który dla powstańców zbierał pieniądze, dostarczał żywność, mundury, konie i amunicję. Po powstaniu nastąpiły represje i zsyłka na Sybir, a następnie kasata zakonów i likwidacja Kościoła Unickiego. Katolicy uniccy siłą zostali wcieleni do Cerkwi Prawosławnej bez możliwości jakiegokolwiek protestu i obrony, wielu z nich woli wiezienie, różne kary a nawet śmierć niż porzucenie swej katolickiej wiary. Władze rosyjskie nazywają ich „opornymi” i zaciekle zwalczają. Także pamiątka Zjazdu Horodelskiego niewielki kopiec z dębowym krzyżem był solą w oku dla obcych, dlatego zrobiono wszystko, aby go ludzie zapomnieli.

Zdjęcie 3 Przewaliła się jak burza I wojna nie czyniąc większych szkód Horodłu. Powstaje wolna Polska, a w 1924 roku Komitet Odbudowy Kopca. W odezwie Komitetu Odbudowy Kopca napisano: „Lemiesz z każdą wiosną, jesienią rozrywał i zacierał tak znienawidzone przez wrogów, świadectwo prawdy, bo przecież przypominał im ich nikczemność. O nieznanym prawie wzniesieniu.... tylko nieliczni pamiętali”. Celem wspomnianego Komitetu jest odbudowa czy jak wówczas mówiono „podniesienie” Kopca. Głównym inspiratorem a potem prezesem jest student uniwersytetu Wacław Bielecki. Na zebraniu organizacyjnym 26 lipca 1924 roku we dworze w Wieniawce koło Horodła powstaje plan do zrealizowania tego zamiaru. Do Komitetu powołano ludzi zapalonych tą ideą, w sumie 12 osób. Na członków honorowych powołano reprezentantów rządu, duchowieństwa , ludzi zasłużonych i ofiarnych. Komitet zbiera się jeszcze kilkakrotnie a obrady toczą się pod hasłem pobudzenia do akcji sypania Kopca najszerszych warstw społeczeństwa polskiego. Wysłano artykuły do 47 redakcji gazet, rozesłano tysiące odezw i ulotek po całej Polsce. Prace ruszyły z miejsca, przywożono 90 do 100 furmanek ziemi dziennie, ale to wszystko za mało. Ze stacji kolejowej w pobliskim Uściługu i z cukrowni Strzyżów pożyczono szyny, ułożono dwa tory po których pchano wagoniki wypełnione ziemią. Sypanie trwało od rana do wieczora. Setki rąk osób starszych i młodzieży , bez różnicy wyznania i narodowości pracowali bezustannie. Horodło w tym czasie zamieszkane było w większości przez Żydów, następnie Polaków i Ukraińców, na wioskach większością byli Ukraińcy. W ciągu tygodnia usypano kopiec o średnicy 25 metrów u podstawy i wysokości 11 metrów. W zakładach mechanicznych Cukrowni Strzyżów ukuto krzyż wysoki na 6 metrów, który wyobraża trzy ważne momenty z historii Horodła. Gruby ścięty pień u podnóża to rok 1413; boczny konar to rok 1861, strzelisty biały, młody pień brzozowy to krzyż z cyfrą 1924 – symbol naszej wiary, wiary w świetlaną przyszłość odrodzonej Polski. Nad datą umieszczony było polskie godło biały Orzeł wykonany z brązu, niestety po wojnie zaginął, w kościele parafialnym znajduje się jego replika. 10 sierpnia 1924 roku przyszedł moment odsłonięcia Kopca. Leon Szymański tak pisze o tym dniu: „Tłumy z Wołynia, Podlasia, Lubelszczyzny, z dalekich ziem Polski, płynęły już od wczesnego rana. Drogi wypełniały furmanki i piesi, zmierzający do kopca. Pył w rozgrzanym powietrzu wysoko unosił się ponad chaty i drzewa przydrożne. Kilka tysięcy ludzi zajęło rozległe pola nadbużańskie koło kopca, udekorowanego barwnymi herbami wszystkich ziem i województw polskich, otoczonego ciężkimi wieńcami z liści dębowych.... Rozdarto pokrowiec osłaniający krzyż. Wysoko u stóp jego przemawia prezes Komitetu p. Wacław Bielecki. Odczytuje licznie nadesłane depesze, listy z życzeniami od biskupów: lubelskiego, łuckiego, Polskiej Akademii Umiejętności, Uniwersytetów: warszawskiego, krakowskiego, lwowskiego, poznańskiego i wileńskiego, - Związku Weteranów Powstania z r. 1863”. Dokument podpisany przez liczne delegacje na pergaminie umieszczono w metalowym pojemniku i włożono w ramię krzyża. Długo jeszcze świętowano przy kopcu i na Wałach Jagiellońskich w Horodle. Kopiec i krzyż metalowy przetrwał do naszych czasów, ze względów ideologicznych nie cieszył się po wojnie popularnością. Za Polski Ludowej robiono wiele, aby zapomnieć o nim, dlatego żadna państwowa organizacja nie opiekowała się tym obiektem. Kopiec rozdeptywano, Orzeł zniknął, a otoczenie stawało się coraz bardziej dzikie i zaśmiecone. Tylko parafia pamiętała o tej sławnej pamiątce i faktycznie kapłani horodelscy jak śp. ks. proboszcz Józef Figiel i wikariusz ks. Stanisław Gałat wraz z młodzieżą nielegalnie sprawowali opiekę nad tym miejscem. W 1988 roku postanowiono uroczyście obchodzić 575 rocznicę zawarcia Unii Horodelskiej. Sprawę tę nagłośniła parafia a za nią podjęła gmina Horodło. Nie były to jeszcze czasy wspólnego organizowania i świętowania takich uroczystości przez instytucje państwowe i kościelne, dlatego uroczysta sesja naukowa odbyła się w budynku miejscowego Liceum, kapłani horodelscy proboszcz ks. Henryk Krukowski i ks. Jerzy Kusy wikariusz zostali oficjalnie zaproszeni na tę uroczystość. Wybito piękne pamiątkowe medale. Nazajutrz w niedzielę 2 października 1988 roku odbyła się podobna uroczystość kościelna na Kopcu, po latach starania władze udzieliły pozwolenia na odprawienie Mszy św. i urządzenie procesji różańcowej do pięciu ołtarzy rozmieszczonych na ulicach Horodła, które symbolizowały pięć minionych wieków. Kopiec udekorowano flagami państwowymi i chorągwiami ziem polskich. Młodzież urządziła przedstawienie przypominające wydarzenia z roku 1413 z ważnym momentem połączenia herbów. Następnie przy ołtarzu polowym została odprawiona uroczysta Msza św. przez ks. profesora Edwarda Walewandra z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który przywołał ważne wydarzenia religijne i historyczne. Zebrani przy dźwiękach orkiestry dętej z Hrubieszowa w procesji wyruszyli do świątyni parafialnej. W procesji uczestniczyli kapłani z dekanatu z ks. dziekanem Edwardem Kłopotkiem na czele. Podobna uroczystość upamiętniająca to wydarzenie w 140 rocznicę „Zjazdu Horodelskiego” odbyła się w Horodle dnia 7 października roku 2001.

Admin