Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Przyszedł do „Światła”

+Słowa Ewangelii według świętego Jana,

IV Niedziela Wielkiego Postu.

Jezus powiedział do Nikodema: „Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.

Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.

Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.

Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.

Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”.

Oto słowo Pańskie.

Rozważanie na IV Niedzielę Wielkiego Postu.

Przyszedł do „Światła”.

Nikodem przychodzi do Jezusa nocą. Kim był? Ewangelista św. Jan zapisał, że: „Był wśród faryzeuszów pewien człowiek imieniem Nikodem, dostojnik żydowski”, a więc człowiek posiadający wysoką rangę społeczną. Na tytuł dostojnik zasłużył sobie zapewne majątkiem, pochodzeniem i wpływami, jakimi się cieszył wśród starszyzny żydowskiej. Jako faryzeusz należał do stronnictwa patriotów żydowskich, wyróżniających się nieraz fanatycznym przywiązaniem do ojczyzny i wiary. Nie wiemy dokładnie co skłoniło Nikodema do zainteresowania się osobą i nauką Jezusa, można się domyślić, że cuda, których był świadkiem, dawały mu gwarancję, że ma do czynienia z człowiekiem niezwykłym, a może nawet z oczekiwanym prorokiem. Zainteresowany nauką Mistrza, bał się jednak jawnie opowiedzieć za Nim. Mógł za to utracić pozycję, majątek, a nawet zostać wykluczony z synagogi. Prawdopodobnie dlatego przybył do Jezusa w nocy o umówionej z Nim porze.

Dialog, jaki wówczas przeprowadził Nikodem z Panem Jezusem, należy do najpiękniejszych kart Ewangelii (J 3, 1-22). Usłyszał wówczas z ust Jezusa wspaniałe słowa: „Tak bowiem Bóg umiłował wiat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne”. ( J, 3, 16). Rozmowa z Jezusem dotyczy wielu problemów. Dowiedział się między innymi o tym, że aby się zbawić należy uwierzyć w Syna Bożego, należy Go uznać za swego Pana i za nim podążać jak za światłem. Jezus wzywa do nawrócenia a przecież Nikodem był człowiekiem wierzącym. Z pewnością tak, ale był trochę bojaźliwy, dlatego przychodzi w nocy potajemnie. Był też człowiekiem poszukującym. Uświadamiał sobie, że jego wiara jest ważna, ale to co głosi Jezus jest nową drogą, jest światłem. „Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki”. ( J, 3, 19). Znamienne jest to, że rozmowa o świetle odbywa się w nocy, noc to ciemność, tajemniczość. Jezus przyszedł do świata, pogrążonego w ciemności grzechu, w mroku. W ciemnościach nocy lubują się niektóre  dzikie zwierzęta napadając na śpiących lub słabych. Do takich zwierząt podobni są i ludzie, którzy źle postępują, którzy żyją w grzechu. Należy przypuszczać, że nawet u najgorszego człowieka jest w większym czy mniejszym stopniu chęć dotarcia do światła.

Jednak człowiek czasem boi się światła, gdyż boi się prawdy o sobie. Człowiek żyjący w grzechu nie zbliża się do światła prawdy, bo ta konfrontacja czasem bardzo boli. Im dalej od światła, tym mniej widać. Ktoś kto podchodzi coraz bliżej Jezusa, widzi coraz więcej. Po pierwsze bardziej poznaje Boga i Jego miłość. A po drugie poznaje też złość swojego grzechu. Taki człowiek pragnie Bożego Miłosierdzia i je otrzymuje wówczas gdy wierzy.

Nie znamy dokładnie dalszych losów Nikodema, ale gdy żydowski Sanhedryn wydał w nocy bez sądu wyrok śmierci na Jezusa on zdecydowanie się temu sprzeciwił. Jednak najbardziej odważnie postąpił podczas pogrzebu Jezusa. Zakupił sto funtów kosztownych olejków i wraz z Józefem z Arymatei namaścili ciało Jezusa. Według starej tradycji chrześcijańskiej przyjął chrzest z rąk św. Piotra i poniósł śmierć męczeńską.

W życiu wielu ludzi są takie chwile, że żyją w ciemności, w grzechu. Jedni krótko bo zrozumieli, że lepiej żyć w świetle, inni długo bo tak mocno przyzwyczaili się do ciemności, że nawet nie uświadamiają sobie tego. Znany homileta Ks. Staniek tak pisze: „Każde nawrócenie, ze strony człowieka, jest krokiem trudnym. Często poprzedza je długa i dramatyczna walka wewnętrzna. To jednak, co obecnie powiem, niejednego może zaszokować. Łatwiejsze jest nawrócenie z grzechów ciężkich niż z przeciętności. W ciągu kilkunastu lat pracy duszpasterskiej wielokrotnie obserwowałem powrót do Boga synów marnotrawnych: wielkich złodziei, nałogowych pijaków, niewiernych małżonków, morderców. Przychodzili, uginając się pod ciężarem wyrzutów sumienia, z poczuciem winy, ze łzami żalu prosili Boga o przebaczenie. Często były to nawrócenia trwałe. Porzucili grzech i wchodzili na drogę Bożych przykazań. Natomiast muszę przyznać, że w wieloletniej pracy duszpasterskiej bardzo rzadko spotykałem nawróconego pyszałka, chciwca, zazdrośnika, człowieka ziejącego nienawiścią czy nieludzką obojętnością. Ludzie z tych grzechów się spowiadają, ale się nie nawracają.” (Ks. Edward Staniek, z książki "Homilie na niedziele i święta")

Niektórzy ludzie z różnych powodów ukrywają się przed światłem zbyt długo, zdarza się jednak, że pewnego dnia dojdą do wniosku, że życie w świetle jest piękniejsze i bardziej radosne. Czasem promienie Bożej miłości muszą bardzo długo oświetlać zamkniętą na światło ludzką duszę aby się otworzyła. Na portalu „Żywa wiara” ukazało się świadectwo młodego mężczyzny, który długo szukał Światła. Niech te fragmenty jego wyznania skłonią nas do refleksji na samym sobą: „ Szukałem nowego domu, gdzie będę akceptowany, kochany ,gdzie będę czuł się szczęśliwy. Długo go nie szukałem, moim domem stała się ulica, ''matka ulica''. Tam postanowiłem żyć, chodź spałem w swoim rodzinnym domu, ale tak było tylko do czasu, bo coraz częściej przebywałem poza domem. Nocny tryb życia zaczął mi bardziej odpowiadać, w ciemności czułem się jak ryba w wodzie. Chyba w tej ciemności chowałem się przed światem, ludźmi i samym sobą. Jak lis chowający się w swojej norze, ja chowałem się w ciemności. Odnalazłem ludzi, którzy podobnie jak ja, mieli takie same problemy i szukali ukojenia swojego bólu, by móc na nowo żyć, lepiej żyć. Czy było lepiej, tak nam się wydawało, nie było już w nas moralności, było tylko tu i teraz dla nas, nie obchodzą nas już inni, my jesteśmy najważniejsi, to nam się wszystko należy, dlatego, że nie mieliśmy nic, a teraz zdobędziemy wszystko, to nasz cel to nasze nowe życie. Zaczęły się kradzieże, najpierw te małe, później stawaliśmy się coraz brutalniejsi. Potrzebowaliśmy pieniędzy na swoje zachcianki, na alkohol, papierosy, narkotyki, ubrania na zabawę..... Miałem dopiero 14 lat, a wiele złych duchów już mieszkało we mnie: duch nienawiści, duch odrzucenia, duch cierpienia, duch kłamstwa, duch kradzieży, duch robienia sobie krzywdę poprzez cięcie sobie ciała, duch samogwałtu, duch nieczystości, duch żądzy i wiele innych duchów, które zawładnęły moim życiem. Pamiętam, że dla zabawy w domu ze starszymi braćmi wywoływaliśmy duchy. Oni, czyli starsi bracia straszyli nas w ten sposób, a teraz widzę jakie niebezpieczeństwo wprowadziliśmy do swego domu, życia. Wróżenie z kart, chodzenie do wróżek, horoskopy itp. wszystko to gubiło nas, ale dopiero po wielu latach mam tego świadomość. Mój sposób życia nie uszedł mi płazem, za moje postępowanie musiałem zapłacić wysoką karę. Karę, która była mi najdokuczliwsza, to pozbawienie mnie wolności, tej którą kochałem. Najpierw zamknięto mnie w domu dziecka, ale co to był za dom, w którym widziało się te same rzeczy co w domu, chodzi mi o bicie innych, ale nie przez podopiecznych, ale wychowawców.... Osadzono mnie w areszcie śledczym. Byłem tam z początku kilka miesięcy, bałem się, a uważałem się za takiego twardziela. Po cichu modliłem się do Boga, że jak tylko wyjdę to się zmienię, że zacznę chodzić do kościoła, będę się modlić itd. ale gdy dostałem tą łaskę, to o moich obietnicach zapomniałem. Po nie długim czasie wróciłem do aresztu i znów obiecywałem, błagałem a tu łaska ponownie otrzymana, a ja słowa nie dotrzymałem. Nadszedł dzień, z którym musiałem się zmierzyć, znów areszt, a po nim nowe miejsce, więzienie. Nie wiedziałem jak mam sobie z tym poradzić. Dwudziestolatek idzie do więzienia na 13.5 roku, szok. Byłem załamany, nie chciało mi się żyć, nie widziałem siebie w tym miejscu. Różne myśli przychodziły mi do głowy, nawet te o samobójstwie.... Była to niedziela, strażnik otworzył cele i powiedział, że jest spotkanie z kapelanem i czy ktoś idzie. Na początku się wahałem, ale wyszedłem z celi i udałem się na to spotkanie. Zaprowadzili nas do szkolnego budynku, do niewielkiej salki lekcyjnej, ale jakie było moje zdziwienie, gdy zamiast kapłana przyjechali do nas jacyś ludzie, cywile.Byłem wściekły, że strażnik mnie okłamał. Ciekawe, o czym będą gadać. O narkotykach, alkoholu itp. Pewien człowiek, mój imiennik, Leszek Cieślewicz, wstał pomodlił się i pierwsze, co powiedział to, to że oni przyjechali nam powiedzieć, że BÓG NAS KOCHA. Wariat pomyślałem, co za głupoty gada, a czym jest ta miłość, gdzie ona jest, gdzie była jak cierpiałem, płakałem, wołałem o pomoc, gdy mnie bito, poniżano, gdy musiałem jeść jak pies. Nic się nie odzywałem, nawet nie pamiętam o czym on dalej mówił, ale cały czas miałem jego pierwsze słowa w pamięci o tej niby miłości. Po załączonym spotkaniu udaliśmy się do cel, koledzy się pytali gdzie byłem i co tam było mówione. Powiedziałem, że jakiś wariat przyszedł i mówił nam, że BÓG nas kocha. Na tym rozmowa się urwała, ale to było ziarno rzucone na glebę, glebę mojego serca i nie tylko bo i do serc kolegów, z którymi przebywałem. Cały tydzień myślałem o tym i zastanawiałem się, czy ci ludzie jeszcze do nas przyjadą, czy się nie zniechęcili, czy to było jednorazowe.... Nadeszła niedziela godz. 1dziesiątej, drzwi celi się otwierają i znów zapytanie, czy ktoś idzie na spotkanie z kapelanem, znów się wahałem, ale nagle dwóch moich kolegów wstało, i razem z nimi udałem się na to spotkanie. Tam dowiedzieliśmy się, skąd oni do nas przybywają i kim są, a byli to członkowie wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym z Bydgoszczy. Po kilku tygodniach odbyło się seminarium Odnowy życia w Duchu Świętym. Co za przyjemne przeżycie, co za łaska i dar dla nas, tych którzy tam przebywaliśmy. Takich seminariów ukończyłem dziewięć. To tam zaczęła się moja droga ku nawróceniu. Śp. o. Czesław Chabielski, swoją miłością ukazywali nam miłującego Boga, miłością, którą każdy z nas, jeżeli chcemy, możemy być obdarzeni. Więzienie już nie było straszne, stało się dla nas łaską, darem, czasem przemiany naszych serc. Wszystko zaczęło się zmieniać. Moje życie, mój sposób myślenia, postępowanie, stawałem się człowiekiem, który chcę całym sobą łapać Miłość Bożą. Szukałem jej wszędzie, tam gdzie tylko mogłem. Modliłem się, by ten czas który mam aż nad to mógł dobrze wykorzystać. (www.zywawiara.pl/swiadectwa/art.-530.html).

Admin