Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Wróciła radość i nadzieja

III Niedziela Wielkanocy.

+Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Uczniowie opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak poznali Jezusa przy łamaniu chleba.

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»

Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.

Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich.

Potem rzekł do nich: «To właśnie znaczyły słowa, które mówiłem do was, gdy byłem jeszcze z wami: Musi się wypełnić wszystko, co napisane jest o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach». Wtedy oświecił ich umysły, aby rozumieli Pisma.

I rzekł do nich: «Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, począwszy od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego».

Oto słowo Pańskie.

Rozważanie na III Niedzielę Wielkanocy, Rok B.

Wróciła radość i nadzieja.

Wyobraźmy sobie taką sytuację, że młode małżeństwo zdecydowało się na budowę nowego domu. Świadomi byli, że będzie to wielki wysiłek, że potrzeba dużych pieniędzy. Za posiadane środki zakupili działkę w pobliżu miasta. Wyjechali za granicę, aby zarobić trochę grosza. Mieli oboje szczęście, bo znaleźli dobrze płatną robotę, zarobione pieniądze ulokowali w jednym z banków. Po kilku latach mogli wrócić, aby rozpocząć budowę upragnionego gniazda. Pomagała w tym cała rodzina, prace szybko szły do przodu. Kiedy próbowali z banku pobrać kolejne pieniądze okazało się, że ten bank to oszuści, którzy po prostu okradli setki ludzi. Uświadomili sobie, że pieniędzy nie da się odzyskać. W domu rozpacz, złość i załamanie. Co dalej? Prac nie da się kontynuować, co więcej pozostały jeszcze długi, które należało szybko spłacić. Młodzi próbowali dostać jakiś kredyt, ale nic z tego nie wyszło. Sytuacja wydawała się beznadziejna. Groźba przejęcia budowy przez komornika spowodowała rozpacz młodej kobiety i załamanie się mężczyzny. Wszystko się posypało. Mieli tyle planów, już w wyobraźni meblowali swój wymarzony dom, nawet zaplanowali pokój dla dziecka, a tu wszystko przepadło. Pewnego dnia ta młoda kobieta dostała wezwanie do kancelarii adwokackiej w Warszawie. Zastanawiali o co chodzi, bo przecież nikt z nich adwokata nie wynajmował, nie mieli też rozprawy sądowej. O ustalonej godzinie nastąpiło spotkanie z adwokatem, który poinformował, że ta kobieta odziedziczyła po zmarłej dalekiej krewnej spory plac na terenie miasta Warszawy. Na początku było wielkie zaskoczenie a potem nieopisana radość, plac miał dość dużą wartość, a więc swobodnie można kontynuować rozpoczętą budowę.

Przykład ten obrazuje w jakimś stopniu sytuację Apostołów, którzy przeżyli mękę i śmierć Jezusa. Tak ten stan rzeczy opisuje Andre Seve: „On sam stanął pośród nich”. Aby ocenić wagę tego stwierdzenia, trzeba uświadomić sobie, jak niedawno uczniowie przeżyli śmierć Jezusa i Jego złożenie do grobu. Składając w grobie Jego martwe ciało, grzebali swoją nadzieję. I oto nagle Jezus jest tu! Umarły, ukrzyżowany, pogrzebany — jest tu. Żyjący! „Tu, pośród nich”. Dzisiejsza Ewangelia, którą czytamy być może zbyt spokojnie, jest próbą opowiedzenia przez nich tamtego wydarzenia, i nie było to łatwe. „Jezus stanął pośród nich” — mówią uczniowie. Nikt nie widział, jak przyszedł, nikt nie słyszał, jak pukał do drzwi (Jan napisze, że drzwi były zamknięte). Stanął pośród nich uśmiechnięty, spokojny — On, którego zdjęto z krzyża i złożono do grobu....Tak, to naprawdę Ja, możecie Mnie dotknąć, nie jestem duchem”. A ponieważ ich radość jest ogromna, ale jeszcze trudno im uwierzyć, Jezus daje im następny dowód: „Jadł na ich oczach”.

Po tak bolesnych przeżyciach, gdy byli świadkami Jezusowego poniżenia, męki i śmierci trudno było szukać innego wyjścia, jak tylko uciec daleko, aby o wszystkim zapomnieć i zacząć od nowa. Ich świat się zawalił, nie będą ministrami w królestwie o którym marzyli, teraz muszą się ukrywać bo ci co skazali Jezusa polują także na nich. Nawet wiadomość przyniesiona przez kobiety, że zmartwychwstał nie powaliła ich z nóg. Może kapłani żydowscy mają rację, że ktoś wykradł ciało Jezusa? Pierwsze uwierzyły kobiety, uwierzyli także uczniowie uciekający do Emaus, którym w drodze Jezus się ukazał, rozmawiał, przekonywał a na koniec pozostał, aby razem spożyć wieczerze. Uwierzą też inni Apostołowie, ale kiedy do nich przyszedł - „Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha”. (Łk 24, 36). Trudno było uwierzyć, gdy było się świadkiem tych bolesnych wydarzeń. Wprawdzie Jezus wielokrotnie o tych sprawach mówił, ale jakoś to nie dotarło do ich serca, bo przecież nikt jeszcze samodzielnie nie zmartwychwstał. Wprawdzie widzieli wskrzeszenie Łazarza czy innych osób, ale to było tylko przedłużenie życia. Jezus musiał użyć wszelkich sposobów, aby ich przekonać, że prawdziwie zmartwychwstał, że ma prawdziwe ciało na którym widać ślady męki i ukrzyżowania, że to wszystko było od dawna w Bożych planach. Pozwolił dotknąć swoich ran i przekonał, że nie jest zjawą duchem, ale ma prawdziwe ludzkie ciało, lecz przemienione, choć z tego świata, ale już należące do świata nadprzyrodzonego po prostu przebóstwione. Aby całkowicie rozwiać ich wątpliwości prosi ich o pokarm: „Macie tu coś do jedzenia?” Wspólny posiłek ostatecznie rozwiał ich wątpliwości.

Jezus ukazywał się po zmartwychwstaniu wielu ludziom. Św. Paweł tak pisze: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem, że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem, i że ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi” (1 Kor 15, 3-8). Jezus musiał przekonać o swoim zmartwychwstaniu nie tylko Apostołów i uczniów. Oni uwierzyli, bo ujrzeli. Może także uwierzyli Jego zaciekli wrogowie, który rozpuścili plotkę o wykradzeniu Jego ciała z grobu. To wszystko działo się, aby uwierzyli inni ludzie, abyśmy wszyscy uwierzyli, abyśmy byli Jego świadkami w świecie, w którym żyjemy. Od samego początku Jezus miał zaciętych wrogów, którzy nie chcieli Go uznać za Mesjasza, za Syna Bożego, którzy tworzyli swój własny świat bez Niego. Tak jest do dziś. Bardzo często pojawiają się różnego rodzaju niby naukowe teorie, że znaleziono inny grób, gdzie był pochowany, że znalezione Jego kości, a to świadczy, że zmartwychwstanie jest nieprawdą. Tylko, że te „kaczki” prawie zawsze ukazują się tuż przed Wielkanocą, najczęściej pochodzą z Jerozolimy i zawsze okazują się nieprawdą. Do Tomasza i do nas wszystkich Jezus powiedział: „Uwierzyłeś, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego”. ( J, 20, 28). 
 

 Ks. Henryk Krukowski

Admin