Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Czas chleba

Ewangelia i Rozważanie na XVIII Niedzielę Zwykłą, Rok B.

+Słowa Ewangelii według świętego Jana

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam Go szukali. Gdy zaś Go odnaleźli na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?”
Odpowiedział im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”.
Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?”
Jezus odpowiadając rzekł do nich: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał”.
Rzekli do Niego: „Jakiego więc dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: «Dał im do jedzenia chleb z nieba»”.
Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.
Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba”.
Odpowiedział im Jezus: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.

Rozważanie na XVIII Niedzielę Zwykłą, Rok B.

Czas chleba.

Lato to pora żniw, to czas zbierania chleba, czas wytężonej pracy dla rolników. Żniwa przebiegają zazwyczaj sprawnie i są dość łatwe, ale zdarzają się także trudne i pełne różnych napięć. Wiele wysiłku, wiele pracy wkładamy w to, aby zapewnić sobie codzienny chleb, dotyczy to każdego z nas a szczególnie rolników indywidualnych, którzy nie dośpią, nie dojedzą, oraz wytężą wszystkie siły aby chleb zebrać, by się nic nie zmarnowało. Podobnie jest w innych zawodach, zapewnienie sobie jakiegoś godziwego poziomu życia jest czymś naturalnym. Najczęściej chodzi tu o jakąś budowę, czasem dobry samochód, czy jakieś inne sprawy, które wymagają wiele trudu, wręcz poświęcenia. Za chlebem już od dawna Polacy wyjeżdżali za ocean a dziś udają się do różnych krajów Europy. Czasem przychodzi nam do głowy myśl, aby uciec od tego wszystkiego, aby to porzucić, albo tak jak w dzisiejszej Ewangelii liczyć na to, by ktoś nam dał tego chleba bez naszego wysiłku, bez całej tej gonitwy.

Każdy ma prawo do godziwego poziomu życia, nie jest złem na przykład posiadanie nawet dużego majątku. W myśl dzisiejszej Ewangelii możemy to nazwać „chlebem”, ale trzeba zapytać samego siebie za jaką cenę? Czy ten chleb został zdobyty uczciwie? Czy potrafię nim służyć i podzielić się z drugim człowiekiem? Czy ceną za ten „chleb” nie jest rozbita rodzina i półsieroty dzieci? A będzie jeszcze gorzej gdy ceną za to wszystko stanie się utrata zbawienia i życia wiecznego w „Domu Ojca”. Jezus uczy: „Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy”. (J 6, 27).

Rozważając Słowo Boże z dzisiejszej niedzieli należy rozważyć czy troski codziennego dnia nie są dla nas ważniejsze od „pokarmu” o którym mówi Chrystus. Trzeba by w naszej wyobraźni ustawić coś w rodzaju dużej wagi i na jedną jej szalę składać ten chleb, o który tak bardzo zabiegamy, a na drugą ten, „który trwa na wieki”. Która szala przeważy? Może warto policzyć ile czasu w ciągu tygodnia poświęcamy Bogu i na sprawy związane z naszą wiarą. Co jest dla nas najważniejsze i na którym miejscu w naszym życiu znajduje się Jezus Chrystus? Ile trwa codzienna modlitwa rano i wieczorem – jedną minutę, dwie, a może trochę więcej? A jeśli mamy załatwić jakąś sprawę, ot choćby handlową, potrafimy w deszcz i złą pogodę przemierzyć wiele kilometrów, ale kiedy trochę popada w niedzielę, to w kościele jest nas niewielu. W wypadku jakiejś niespodziewanej choroby gonimy szybko do lekarza, czasem nawet wzywamy pogotowie, ale jakoś nie zawsze szukamy „pogotowia duchowego”, strach albo wstyd powoduje, że nie chcemy choremu zaproponować spowiedzi czy sakramentu namaszczenia, a przecież życie wieczne jest ważniejsze od tych kilku chwil czy lat, które uda się nam przedłużyć tu na ziemi.

Smutne a jednocześnie tragiczne jest to, że ludzie w naszych czasach próbują zaspokoić pragnienie swych serc czyli głód Boga zupełnie czymś innym niż Bóg. Najczęściej są to namiastki, rzeczy przemijające, marności, różne zmysłowe uciechy proponowane przez pogański zlaicyzowany świat, który na ludzkich słabościach po prostu żeruje i dobrze zarabia. To przypomina picie słonej wody, im więcej się pije tym większe pragnienie. Głodu ludzkiego serca nie da się zaspokoić namiastkami, tak jak nie da się oszukać ludzkiego organizmu, który potrzebuje pożywienia. Im bardziej ludzie opływają w różne dobra materialne, im więcej szukają uciech zmysłowych tym bardziej odczuwają wewnętrzną pustkę, czasem nawet wstręt do samego siebie. Czyż nie jest faktem dającym dużo do myślenia, że najwięcej ludzi nieszczęśliwych, a nawet popełniających samobójstwa wywodzi się z bogatych krajów i bogatych rodzin?

Wydarzenie z dzisiejszej Ewangelii miało miejsce bezpośrednio po cudownym rozmnożeniu chleba przez Jezusa na pustkowiu i bardzo się to podobało tłumom ludzi, którzy byli tego świadkami i uczestnikami. Codzienny chleb bez wysiłku, bez trudu i pracy to w ich mniemaniu coś niesłychanego, coś co warto zatrzymać tylko dla siebie. Jeszcze do nich nie dotarła prawda, że to zapowiedź czegoś bardziej wielkiego i pięknego o czym Jezus pouczył ich tymi słowami: „Jam jest chleb życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąc nie będzie” (J 6, 35). Te słowa ich nie przekonały, po prostu wielu odeszło. I dziś wielu odchodzi nie rozumiejąc, że na chleb ten nasz ziemski i na ten, który „daje życie wieczne” trzeba poświęcić jednakową ilość czasu. Po prostu konieczna jest równowaga jak u człowieka kiedy ma obydwie nogi jednakowej długości i sprawne. Gdy jest inaczej to się kuleje czy utyka. „Boże nasz Chryste, potrzebujemy Ciebie, ciebie jedynego i nikogo więcej, Wszyscy łakną Ciebie, nawet ci, którzy o tym nie wiedzą. Głodnemu zdaje się, że szuka chleba, a on łaknie Ciebie. Spragniony wierzy, że szuka wody, a on Ciebie pragnie. Schorzały marzy o odzyskaniu zdrowia, a tymczasem jego chorobą jest nieobecność Twoja”. (G. Papini).

Admin