Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Kto chce być pierwszym

Rozważanie i Ewangelia na XXV Niedzielę Zwykłą, Rok B.

+Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Jezus i Jego uczniowie przemierzali Galileę, On jednak nie chciał, żeby ktoś o tym wiedział. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: «Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity, po trzech dniach zmartwychwstanie». Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: «O czym to rozprawialiście w drodze?» Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: «Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich». Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: «Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał».

Oto słowo Pańskie.

Rozważanie na XXV Niedzielę Zwykłą, Rok B.

„Kto chce być pierwszym..”

Chorych uzdrawiał, niewidomym wzrok przywracał, głuchoniemi odzyskiwali dar mowy, wszystko co było zapowiedziane przez Proroków zostało spełnione. Nadeszła już „Jego godzina”. Przyszedł, aby ludzkość zbawić, aby umrzeć na krzyżu. Nie tak sobie Izraelici wyobrażali Mesjasza, nie tak wyobrażali Go sobie Apostołowie. Kiedy On zapowiada swoją mękę i śmierć, oni kłócą się o to, kto będzie najważniejszy w Jego Królestwie. Kłócą się o stanowiska, o to kto będzie najważniejszy, kto będzie zarządzał a kto się wzbogaci. Piotr nawet chciał wpłynąć na Jezusa, aby porzucił myśl o krzyżu i cierpieniu. Spotkał się jednak z ostrym napomnieniem: „...nie myślisz o tym co Boże, ale o tym co ludzkie”.(Mk 8, 33). Piotr i pozostali myśleli tylko o sobie i o swojej karierze i w tej sytuacji Jezus stanowczo wyjaśnia na czym będzie polegać Jego Królestwo. „Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich”.(Mk.10,43-44).
 „Mądrość ludowa starożytnego Wschodu opowiada o człowieku, który wyruszył w daleką podróż, aby znaleźć odpowiednie dla siebie zajęcie. Szedł drogami, zachodził do wsi i miast, ale nigdzie nie mógł znaleźć pracy, która dawałaby mu pełną satysfakcję i szczęście. Pewnego dnia, zmęczony gorącym południem, usiadł w cieniu przydrożnego drzewa. Zobaczył człowieka pracującego z wielkim zapałem na swojej roli. Długie godziny przypatrywał się pochylonej ku ziemi postaci. Potem pełen podziwu podszedł do niego i powiedział: „Widzę, że jesteś szczęśliwy ze swej pracy, bo wykonujesz ją z wielkim zapałem”. Pochylony mężczyzna wyprostował się i rzekł: „Jestem szczęśliwy, bo wykonuję swą pracę myśląc o Wielkim Władcy, Panu Nieba i Ziemi, o swoich najbliższych, o żonie, o dzieciach i o wszystkich, komu ona może służyć”. Wędrowiec zamyślił się i po chwili powiedział: „Wiem, dlaczego nie mogłem znaleźć pracy: myślałem tylko o sobie”. ( Za: M. Bendyk, Żyć Ewangelią).
 Wielkość więc nie polega więc na panowaniu nad drugim człowiekiem, ale na oddaniu się człowiekowi, na byciu dla wszystkich. Posiadając jakąkolwiek władzę musimy pamiętać, że jest ona służbą a nie panowaniem. Dotyczy to nawet ministrów, bo słowo minister w języku łacińskim oznacza sługa lub służący. Tak wielu z nas zapomina o tym, ale według Bożego zamiaru każda ludzka społeczność powinna być wspólnotą miłości i służby. Typowym przykładem jest tu rodzina. Będzie ona szczęśliwa i trwała jeśli małżonkowie zrezygnują z postawy panującego i narzucającego swoje zdanie. Najczęściej rozpadają się te małżeństwa, w których każdy chce mieć rację, kiedy każdy z małżonków musi postawić na swoim nawet wtedy, gdy nie ma racji. Kilka lat temu dowiedziałem się, że moi znajomi młodzi małżonkowie po trzech latach pożycia myślą o rozwodzie. Przy spotkaniu z nimi zapytałem co się stało? Tak bardzo byliście zakochani? Czy dalej się kochacie? Okazało się, że tak, ale nie mogą się dogadać, bo każde z nich chce mieć rację i stawia na swoim. Sprawa dość trudna, trzeba jakoś zareagować i pomóc, dlatego przeprowadziłem z nimi na osobności rozmowę. Do małżonka powiedziałem: Nie myśl o sobie. Zrób wszystko, aby twoja żona była z ciebie zadowolona i szczęśliwa, kochaj ją jeszcze bardziej niż dotychczas, wszystko zrób tylko dla niej. Do małżonki skierowałem miej więcej te same słowa. Dzięki Bogu zrozumieli, co jest istotą małżeństwa i za kilka miesięcy przyjechali, aby się pochwalić, że powiększy się ich rodzina.

Współczesnym przykładem wielkiej małżeńskiej miłości i służby innym ludziom jest wyniesiona niedawno na ołtarze włoska lekarka Gianna Beretta Molla, która zmarła 28 kwietnia 1962 roku po swoim czwartym porodzie. Jako lekarka wiedziała, że ciąża i urodzenie dziecka przyniesie jej wiele cierpień lub śmierć, kiedy była chora na raka. Koledzy lekarze powiedzieli jej otwarcie: Śmierć matki lub dziecka. Wybrała życie dziecka mówiąc: „Jeśli będziecie musieli wybierać pomiędzy mną a dzieckiem, wybierzcie dziecko”. To samo zdanie powtórzyła kilkakrotnie również profesorowi, który ją operował, prosząc go usilnie, by uczynił wszystko, co w jego mocy, aby ocalić poczęte dziecko. Urodziła się piękna dziewczynka, która tak jak mama zapragnęła zostać lekarką. I też nosi imię Joanna… Córka Joanna Emanuela, czyli „Bóg z nami” zna swoją mamę wyłącznie z przekazów taty, wujostwa oraz nieco starszego rodzeństwa. Jest swojej mamie wdzięczna oczywiście najpierw za to, że oddała dla niej swoje życie. Ale jest równie wdzięczna za wzór, jaki po sobie pozostawiła. Mówi: „Moja mamusia czuwa nade mną. Moja mamusia jest ze mną. Moja mamusia wcale nie odeszła…”. (chwilaodpoczynku.blogspot.com/2015/01/sw-joanna...) O matce tak pisze: "Przede wszystkim była pogodną, zwykłą matką rodziny, a jednocześnie świętą. Jej życie było pełne radości, bo zdawała sobie sprawę z tego, że Bóg ją kocha. Było jednak również naznaczone cierpieniem, śmiercią siostry i rodziców. Ale mając wielką siłę duchową, nie poddawała się rozpaczy. Postanowiła, że będzie lekarzem. To był dla niej nie tylko zawód, ale także misja, dzięki której mogła się spotkać z ludźmi ubogimi i cierpiącymi, w których widziała oblicze Jezusa. Tata mówił mi, że mama miała dar harmonizowania w sposób prosty swoich obowiązków: była żoną, matką, lekarzem i miała ogromną radość życia, żyła jego pełnią. A im bardziej cieszymy się naszym własnym życiem, tym bardziej szczęśliwymi możemy uczynić innych (…). Moja mama dziękowała Bogu, że pozwolił jej ocalić życie dziecka w niej poczętego. Nie wybrała śmierci, ale podjęła ryzyko, że utraci własne życie, abym mogła żyć. Zrozumiała, że była jedynym narzędziem w rękach Opatrzności, które mogło sprawić, bym zobaczyła blask słońca. (www.deon.pl/wiara-i-spoleczenstwo).

„Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”. (Mk 9, 37). Stwierdzenie to znacznie odbiega od tego, co lansuje dzisiejszy świat, a mianowicie tzw. „ wyścig szczurów”, być pierwszym za wszelką cenę, rządzić, wykorzystywać i deptać innych. Taka postawa prowadzi do krzywdzenia współbraci, a nawet do powstawania strasznych totalitaryzmów. Tak naprawdę to człowiek jest człowiekiem, wówczas gdy służy innym, gdy wyrzeka się swego egoizmu, wyzyskiwania i panowania. Wtedy staje się także sługą samego Chrystusa.

Ks. Henryk Krukowski.

Admin