Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

WESELE W KANIE GALILEJSKIEJ

Ewangelia i Rozważanie na II Niedzielę Zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Jana

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów.
A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: „Nie mają już wina”. Jezus Jej odpowiedział: „Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?”. Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.
Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: „Napełnijcie stągwie wodą”. I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: „Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu”. Oni zaś zanieśli.
A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem - nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli - przywołał pana młodego i powiedział do niego: „Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory”.
Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.
Następnie On, Jego Matka, bracia i uczniowie Jego udali się do Kafarnaum, gdzie pozostali kilka dni. Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na II Niedzielę Zwykłą, Rok C.

WESELE W KANIE GALILEJSKIEJ.

W II Niedzielę Zwykłą słuchamy fragmentu Ewangelii św. Jana mówiącej o weselu w Kanie Galilejskiej. Uroczystość taka sama jak wiele innych w tamtym czasie, nikt nie spodziewał się jakichś nadzwyczajnych wydarzeń. Zaproszono na to wesele Jezusa, Jego Matkę i Uczniów. Możliwe, że mieszkali tam jacyś krewni albo znajomi, z Nazaretu do Kany nie jest przecież daleko. Tradycyjna uroczystość zaślubin według ustalonego zwyczaju przebiegała bardzo sprawnie, aż do czasu gdy zorientowano się, że nie wystarczy wina. Maryja szybko zauważa zmartwienie gospodarzy i dyskretnie udaje się do Swego Syna prosząc o pomoc. Jezus nie był jeszcze znany jako Mesjasz, nie uczynił jeszcze żadnego cudu, niewiele osób wiedziało o jego Boskim pochodzeniu, tylko Maryja wierzyła i chciała w kłopotliwej sytuacji pomóc rodzinie. Jej wiara w posłannictwo swego Syna została nagrodzona, woda stała się winem, rodzina uratowana, a Jezus okazał swą Boską Moc.

Obecność Jezusa na tym weselu to nie przypadek. Bóg idzie do ludzi, idzie do rodziny, która zaczyna swoje istnienie. Swą obecnością chce ukazać jak ważna jest każda rodzina, ta w której się wychował, ale i każda inna, także ta zaczynająca wszystko od początku. To właśnie ona dostała najwspanialszy prezent ślubny, bo otrzymała samego Boga w Osobie Jezusa Chrystusa, otrzymała Jego wsparcie, akceptację i błogosławieństwo. Bóg ustanowił rodzinę, aby z Nim współpracowała w dziele stwórczym przez przekazywanie życia, przez promieniowanie miłości, przez kształtowanie i wychowywanie nowych pokoleń, a także aby członkowie rodziny byli dla siebie wsparciem, szczególnie w trudnych momentach życia.

W Kanie Galilejskiej Jezus dokonał przemiany wody w wino, uczynił to na prośbę Swej Matki i gospodarzy, od tej pory podobna przemiana dokonuje się bez przerwy. Chleb przemienia się w Ciało Jezusa, wino w Jego Krew a w Sakramencie Pojednania. Przez żal i wyznanie grzechów grzesznik może stać się świętym. Wyobraźmy sobie szary, mglisty i niezbyt przyjemny dzień i panoramę ponurego krajobrazu. Przygnębiający to widok, ale wszystko się zmieni kiedy zaświeci słońce. Ono ten ponury zakątek świata ozłoci swoimi promieniami, a to co wydawało się wcześniej smutne i szare ucieszy nasz wzrok. Taki cud przemiany może się dokonać także w nas jeśli tego naprawdę chcemy, jeśli pozwolimy, aby Jezus skierował ku nam promień Swojej Miłości, jeśli pozwolimy Mu zakrólować w naszym życiu.

Każdy człowiek Potrzebuje takiej przemiany. Bo tylko człowiek przemieniony, dotknięty miłością Boga, potrafi w zwykłej, szarej codzienności odnaleźć sens i radość życia. Ale by móc tego doświadczyć, potrzeba jak nowożeńcy zaprosić do siebie Jezusa. On na siłę nie chce przychodzić, bo szanuje wolność człowieka. On stoi i puka. „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną" (Ap 3,20). Znamy choćby pobieżnie życiorysy ludzi żyjących we mgle, w ciemności, w grzechu. Niektórzy z nich przyzwyczaili się do takiego sposobu życia, ale są dość liczne przypadki obudzenia się, przekonania się, że istnieje lepszy świat, piękniejsze życie. Dość późno bo na krzyżu przekonał się o tym Dobry Łotr, ze stanu duchowego letargu zbudził się zdolny młody hulaka Augustyn, który został świętym, z podobnego stanu budzi się dziś wieli ludzi młodych zafascynowanych różnymi szkodliwymi ideologiami lub uwikłani w nałogi.

W naszej ojczyźnie bardzo jest zagrożona rodzina. Będzie ona mocna wówczas, gdy swoje życie tak naprawdę na serio powierzy Jezusowi i Jego Matce. Trzeba się dużo modlić, szczególnie za młode rodziny. Wierni z całego świata modlą się także w Kanie Galilejskiej, która jest sanktuarium rodziny. Pielgrzymują tam małżonkowie i całe rodziny, aby w tym świętym miejscu otrzymać dar podobny do tego gdy Jezus swoją obecnością uświęcił młode małżeństwo. Małżonkowie gromadzą się tam przed ołtarzem, aby odnowić swoje śluby i jeszcze mocniej się zjednoczyć. Stają obok siebie patrząc sobie w oczy i powtarzają to co wypowiedzieli już wcześniej; rok temu, dziesięć lat piędziesiąt itd. Jest to najbardziej wzruszające przeżycie z pielgrzymowania po Ziemi świętej.

Usłyszane dziś Słowo Boże uświadamia, że należy zaprosić do naszego życia Jezusa i przyjąć do siebie Maryję. Uczą nas dziś tej mądrości nowożeńcy z Kany Galilejskiej. Oni nie zaprosili Jezusa tylko dlatego, że skończyło się wino i przyszła trwoga oraz niepewność. On był tam od początku i od początku była Matka. Bo młodzi z Kany wiedzieli, że nie żyje się jak niektórzy ludzie, co uważają, że „jak trwoga to do Boga”. Prawdziwa wiara nie budzi się tylko w trudnych chwilach, albo wtedy gdy coś się wali, lub nie układa. Patrząc na Maryję, widzimy, że Ona zawsze wskazuje na Syna, bo Ona wie, że tylko Jezus ma moc, by przemieniać – przemieniać smutek w radość, lęk w zaufanie, niepewność w nadzieję. Mówi do nas Maryja: „Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie”. 

Ks. Henryk Krukowski.

Admin