Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Z Jezusem na „głębię”

Ewangelia i Rozważanie na V Niedzielę Zwykłą, Rok C. +Słowa Ewangelii według św. Łukasza.

Zdarzyło się raz, gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, że zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu, rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu, przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim. Oto Słowo Pańskie.


 Rozważanie na V Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Z Jezusem na „głębię”.

Praca rybaków zawsze była trudna a nawet niebezpieczna. Dziś rybacy dysponują dobrym i dość bezpiecznym sprzętem, ale za czasów Jezusa do dyspozycji mieli tylko drewniane łodzie, wiosła i własnoręcznie zrobione sieci. Malowniczo położone wśród gór Jezioro Galilejskie dawało pracę i utrzymanie wielu rodzinom, między innymi niektórym Apostołom. W dzisiejszej Ewangelii pojawiają się imiona tych zawodowych rybaków: Szymona Piotra, Jakuba oraz Jana, którzy ciężko pracowali przez całą noc i nie złowili ani jednej ryby. Taka porażka to brak środków do życia, to także brak pożywienia, a jeśli zdarza się często, to już prawdziwa rozpacz. Piotr był fachowcem w dziedzinie łowienia ryb. Wiedział kiedy połów może się udać, wiedział gdzie wypłynąć, ale łowienie jest zawsze pewną loterią, czasem się uda, ale może też być bezowocne.

Do tych zmęczonych i smutnych rybaków przychodzi Jezus, wsiada do łodzi Piotra i naucza zebranych ludzi. Następnie polecił Piotrowi, aby wypłynął „na głębię” i tam zarzucił sieci do połowu. Ten doświadczony rybak mógł powiedzieć: Panie Ty nie jesteś fachowcem, ja to jezioro znam dobrze i wiem, że teraz nie będzie żadnej korzyści z naszej pracy. Po ludzku sądząc miałby rację. Jezus mógł być autorytetem dla cieśli i stolarzy, a nie dla rybaków. Jednak serce mu podpowiedziało, że trzeba posłuchać, trzeba zaufać, trzeba Mistrzowi zawierzyć i ta właśnie wiara wbrew oczekiwaniom, wbrew nadziei stała się przyczyną cudownego połowu, tak obfitego, że wspólnicy z drugiej łodzi musieli pomagać wybrać wszystkie ryby.

To wydarzenie nad jeziorem to nie tylko cud obfitego i niespodziewanego połowu ryb, ale także szczere i głębokie nawrócenie Piotra, który sobie uświadomił, że jest jeszcze za mało święty, za mało oddany Bogu, dlatego woła: „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. (Łk 5, 8). Obecność Boga ostro oświetliła słabość Piotra i nagle uzmysłowił sobie ciemną stronę swego życia, że jest tak bardzo chwiejnym i grzesznym człowiekiem. Lecz jest jeszcze druga strona, ta jasna, jest w nim piękna pokora i uczciwość. „Nie ukrywa grzechów, nie udaje kogoś, kim nie jest. Wyznaje: nie umiem przebywać z Tobą, ze Świętością. Chciałbym poczuć się wart, godzien Twojej obecności w moim życiu i cudownej ingerencji w moje nieudane sprawy, w codzienność. Ale nie zasługuję… Więc lepiej, Panie, idź dalej… Lecz Chrystus z Szymona nie rezygnuje. Powołuje go właśnie w momencie gdy Piotr się zupełnie uniża. Jezus nie zwraca uwagi na jego grzechy. Już widzi w nim skałę. Nie bój się – uspokaja – to się wyprostuje. Wszystko będzie dobrze, tylko idź za Mną… To Ja prowadzę, Ja buduję więź, Ja cię wybieram. Tam, gdzie ty, Szymonie, stykasz się ze swoim kresem, tam Ja Jestem na początku”. (Za:https://myslduchowa.pl/2017/09/07/odejdz-ode-mnie-panie-bo-jestem-czlowiek-grzeszny/.

Piotr i jego towarzysze uświadomili sobie, że to Jezus ich powołał czyli wskazał kierunek życia, kierunek działania, kierunek służby. Takie wezwanie Jezus kieruje do każdego z nas. „Nie bój się – wypłyń – teraz jest ten czas. Nie wmawiaj sobie, że jest za późno. Właśnie dziś jest najodpowiedniejszy moment. Może tak jak Piotr już nie masz siły, może już próbowałeś tysiąc razy zmieniać coś w swoim życiu, może nie masz już nadziei, jesteś znudzony ciągłymi postanowieniami, że będziesz lepszy, że się poprawisz… Może masz już tego wszystkiego dosyć, bo sobie kompletnie nie radzisz i masz świadomość swoich braków i niedociągnięć. To właśnie jest najodpowiedniejszy moment. Bo każdy z nas może sam z siebie ofiarować Ojcu Niebieskiemu właśnie nicość i grzech. I to ofiarowanie połączone z zasługami Jezusa podoba się Ojcu”.( http://www.bosko.pl/wiara/Nie-boj-sie-Wyplyn-na-glebie.html).

Do wielu rzeczy po prostu się przyzwyczajamy, a może nawet wpadamy w rutynę. Dotyczy to także sfery życia duchowego jak modlitwa, albo postawa wobec Boga. Uważamy się za ludzi wierzących, za takich, który starają się żyć „jak Bóg przykazał”, ale czasem jakieś jedno zdarzenie potrafi szerzej otworzyć nasze serca wobec Boga. Przykładem niech będzie epizod podczas wizyty papieża w Polsce w roku 1999. „Kiedy Jan Paweł II zwiedzał jezioro Wigry, przypomniał sobie rodzinę Milewskich, która przed czterdziestu laty podczas wyprawy kajakowej ugościła go i poczęstowała szklanką mleka. Jedno tylko wspomnienie papieża wystarczyło, aby odnaleźć tę rodzinę. Pewnego przedpołudnia samochody z biskupami z Rzymu oraz z papieżem podjechały piaszczystą drogą do położonego na uboczu gospodarstwa. Telewizja nie poinformowała, o czym rozmawiał papież z rolnikiem i jego rodziną. Tydzień po tym wydarzeniu pan Milewski opowiedział dziennikarzowi, że od czasu tej wizyty coś się w nim zmieniło: Zrozumiałem, że zostałem powołany dokładnie do takiego życia, jakie wiodę – a nie do innego, jak myślałem do tej pory. Dawniej przeklinałem moje ubóstwo, wydawało mi się, że mojemu życiu brakuje sensu. A teraz Ojciec Święty przybył do naszej rodziny i docenił nasze trudy. Od tego dnia coś się dla mnie zmieniło. Teraz idę z radością do obory, aby troszczyć się o zwierzęta. Do tej pory robiłem to tylko z poczucia obowiązku. Teraz już nie wyrzucam sobie, że moje dzieci noszą tylko używane ubrania.

Zobaczmy, jak bardzo spotkanie z papieżem odmieniło życie rolnika. Jak to spotkanie wpłynęło na jego myślenie czy przeżywanie. Jak to spotkanie sprawiło, że jego zwyczajność, szarość życia nabrała kolorów, smaku, wartości, słowem, nabrała nadzwyczajności”. (Za: http://www.slowo.redemptor.pl/pl/4753/9319/iii-niedziela-zwykla.html).

Ks. Henryk Krukowski.

Admin