Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Kochać Jezusa

Ewangelia i Rozważanie na VI Niedzielę Wielkanocy, Rok C.

+Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy. Kto nie miłuje Mnie, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca. To wam powiedziałem, przebywając wśród was. A Paraklet, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem. Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka. Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie».

Oto słowo Pańskie.

Rozważanie na VI Niedzielę Wielkanocy, Rok C.

Kochać Jezusa.

Student trzeciego roku politechniki dowiedział się o możliwości bezpłatnego miesięcznego wyjazdu na wakacje za granicę. Dla niezbyt zamożnego chłopca to duża radość, ponieważ w zasadzie był to jego taki pierwszy wyjazd. Z tą radością biegnie do swojej dziewczyny również studentki i z ogromnym przejęciem opowiada o tej dla niego wspanialej możliwości. Kiedy skończył, ona postawiła mu pytanie: - a czy pomyślałeś także o mnie, o moich wakacjach? Zadane pytanie poraziło go niczym prąd elektryczny, bo w chwili takiego podniecenia ani na moment nie pomyślał o swojej dziewczynie. Nie znamy treści dalszej rozmowy, ale ten sam student po dłuższej chwili przyszedł do znajomego zaprzyjaźnionego kapłana i zapytał: „Czy ja naprawdę ją kocham”?

Jezus w dzisiejszej Ewangelii uczy: „Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać”. (J, 14, 23). Jezus zapytał kiedyś Piotra: „...czy miłujesz mnie?” ( J, 21, 16), pyta także innych ludzi, pyta także mnie. Powinniśmy sobie postawić pytanie odnośnie osoby Zbawiciela – czy Go kochamy? Czy naprawdę zachowujemy Jego naukę w całości? Czy naprawdę On jest najważniejszy w naszym życiu? On zapewnia nas o swojej Bożej miłości do każdego człowieka, zapewnia, że ten, kto Go miłuje otrzyma wspaniały dar. Tym darem jest On sam, ale nie tylko On, bo przecież wraz z Nim otrzymamy w darze Trzy Osoby Boskie. Pomyślmy, czy może człowieka spotkać coś wspanialszego? Czy jest na ziemi coś bardziej cennego? I czy potrafimy ten Dar docenić?

Miłować to znaczy dawać, miłujący Bóg daje swoje życie, daje samego siebie, daje nawet możliwość kochania Jego samego – „bo On pierwszy ukochał mnie”. Miłować Jezusa to także znaczy dawać. Niewiele Mu możemy dać, ale kochający jest skłonny zachować Jego trudne prawa, chętnie otwiera dla Niego swój umysł i serce, darzy Go swoim zaufaniem i chętnie przyjmuje do wiadomości Jego prawdy i tajemnice. Można powiedzieć, że jego dusza staje się domem gościnnym otwartym dla Boga. Ten kto miłuje jest w stałej łączności z osobą miłowaną, tak jak matka i dziecko, nawet wówczas gdy matka jest gdzieś poza domem np. w pracy. Wspomnianemu studentowi może na chwilę zabrakło takiej łączności ze swoją dziewczyną, dlatego zastanawiał się czy to jest naprawdę miłość.

Boga można posiadać tylko przez miłość. Jeśli się Go nie posiada, to życie jest puste, nudne i nieciekawe. Człowiek posiadający Boga ma wewnętrzny pokój, bo miłość do Boga napełnia go ufnością, że jest ktoś na kim można polegać nawet w najtrudniejszych chwilach życia. Iluż to ludzi przeżywa okrutny lęk, lęk o karierę, o utratę zdrowia lub majątku. Dziś coraz więcej osób przeżywa stan patologicznego lęku i wymaga niekiedy nawet leczenia psychiatrycznego. Temu lękowi Chrystus przeciwstawia swój pokój, oparty na zaufaniu i na miłości. Nie jest on jednak samouspokojeniem, bo miłość do Chrystusa musi przezwyciężać zło, przemoc i nienawiść. Oto przykład – świadectwo jak bardzo okalecza i rani człowieka zerwanie więzi z Bogiem i brak Jego pokoju: Byłam "ślepa" mimo dobrego wzroku i "głucha" mimo dobrego słuchu, skupiona jedynie na swoich własnych potrzebach. Agresja, ignorancja, duma, pycha, egoizm ...stały się pozycją numer 1 w moim życiowym CV i jak to bywa kiedy się "nie widzi" lub "nie chce widzieć" wpada się w dół ...dół, który wykopuje się samemu sobie. Przestałam chodzić do kościoła po części z lenistwa.....     Moja mama próbowała mnie zmienić ale nadaremnie. Byłam "głucha" wiec to co do mnie mówiła odbijało się niczym groch o ścianę. Zaczęłam powoli się oddalać od wszystkich wartości, które we mnie wpajała kiedy byłam młodsza. Uważałam się za nowoczesną dziewczynę, która nie musi stosować się do staroświeckich reguł kościelnych w sprawach antykoncepcji czy małżeństwa . Jesteś tym co myślisz dlatego nie obyło się bez seksu z przygodnymi partnerami (na co zawsze miałam wytłumaczenie nazywając to "wakacyjnymi przygodami" i tym, że przecież żyjemy w 21 wieku i wszyscy tak robią wiec ja wierna czytelniczka "Cosmopolitan" miałabym być inna ?  Czułam się wolna (tak mi się przynajmniej zdawało .....a byłam bardziej zniewolona niż gdyby mnie ktoś zamknął w ciasnej klatce i obwiązał dodatkowo sznurkiem.....Zniewolił mnie grzech z czego nie zdawałam sobie kompletnie sprawy. Żyłam z kłamstwem za pan brat a kradzież była mą siostrą ponieważ za każdym razem kiedy obmawiałam i krytykowałam kogoś kradłam jego dobre imię i godność. Z dnia na dzień pogrążałam się w coraz większym bagnie własnych grzechów......... Nadal nie chodziłam do kościoła , zapomniałam już jak wygląda spowiedź i nadal byłam agresywna wobec mamy i wykorzystywałam ją jak tylko mogłam (to ona gotowała, robiła zakupy chodziła wokół mnie a ja nie kiwnęłam nawet palcem żeby jej pomóc. Pomimo tego, że było tez we mnie dobro i wrażliwość szczególnie wobec zwierząt to zło walczyło o to, żeby te dobro wychodziło na światło dzienne jak najrzadziej. Aż któregoś dnia mama po powrocie od lekarza dowiedziała, że ma raka macicy.

 Zaczęłam podtrzymywać ja na duchu mówiąc i wierząc że wszystko będzie dobrze że wyjdzie z tego jak tyle innych osób (nawet sobie nie zdawałam sprawy z powagi sytuacji).

 Mama dużo się modliła przez całe swoje życie ale w chorobie jeszcze więcej i nigdy się nie poddała, nigdy nie straciła pogody ducha czy poczucia humoru. Operacja się udała i czekały ją naświetlenia czyli radioterapia przez, którą traciła coraz bardziej na wadze .....Po kilku seansach naświetleń nie obyło się bez skutków ubocznych, które spowodowały niedrożność jelit przez co zaczęła wymiotować i miała trudności z jedzeniem . Po wielu zabiegach i cierpieniach zmarła......     Przez cały ten czas opiekowałam się mamą przejmując również wszystkie obowiązki domowe. W krótkim czasie musiałam stać się bardzo odpowiedzialna i "dorosła" - ja wcześniejsza królowa lenistwa i wygody - ....zaczęłam też się dużo modlić .W ostatnich dniach agonii mamy i jej wielkich cierpień modliłam się coraz mocniej mając do końca nadzieję, że krwotok ustanie i zdarzy się cud i mama wróci do domu i do zdrowia . Nie dopuszczałam do siebie myśli że może jej zabraknąć, że może mnie opuścić jedyna osoba którą kocham i która pomimo całego zła jakie jej wyrządziłam zawsze kochała mnie bezwarunkowo. I cud się zdarzył ale nie taki o jaki ja się modliłam tylko taki jakiego Bóg pragnął ...czyli cud mojego nawrócenia. Po wielkim bólu jaki przeżyłam i wciąż go przeżywam (bo ciężko jest zapomnieć i sobie wybaczyć) otworzyły mi się oczy (i pomimo utraty jedynej osoby, którą miałam u swego boku, która mnie wychowała a której nie potrafiłam okazać wdzięczność i szacunku kiedy żyła ) i zaczęłam powoli wychodzić z bagna w jakim była moja dusza. Pojechałam do Częstochowy i przystąpiłam tam do spowiedzi (pierwszej od ponad 10 lat). I przyjęłam Jezusa do serca w Najświętszym Sakramencie. Od tego momentu coraz bardziej zaczęłam się zbliżać do Boga zdając sobie sprawę z moich win i grzechów i borykając się z ogromnymi wyrzutami sumienia jakie miałam wobec mojej mamy.

 Żałowałam wszystkich lat jakie zmarnowałam na kłótnie zamiast okazania tej cudownej kobiecie miłości......Wiele lat straconych i szans nie wykorzystanych dlatego jeżeli wciąż macie u swego boku osoby, które kochacie to nie zwlekajcie, żeby im to powiedzieć bo potem może być już za późno. Od przejścia mamy do innego świata minęło pół roku a ja coraz bardziej otwieram się na słowo Boże i coraz więcej rozumiem. Czuję się niczym ślepiec, który nagle odzyskał wzrok i zrozumiał, że bez Boga nie można być szczęśliwym, bez pomocy Boga nie można samemu pokonać zła, bez pomocy Boga nie można zyskać wewnętrznego spokoju tak bardzo nam potrzebnego w obecnych czasach.....Bo bez Boga nie ma nic....oprócz pustki i ciemności.”.....( https://adonai.pl/swiadectwa/?id=119). Kochajmy Jezusa i uczmy się kochać tak jak On.

Ks. Henryk Krukowski.

„Jest jedno imię drogie mi, najdroższe w świecie tym,

Muzyką słodką to imię brzmi, wpisane w sercu o mym.

Sercem kocham Jezusa,

Sercem kocham Jezusa,

Zawsze będę Go kochał,

On pierwszy ukochał mnie.

Miłością dzieje głosi mi, miłością aż na krzyż,

Osładza wszystkie moje dni, do nieba wiedzie wzwyż.

Sercem kocham Jezusa...

To Jezus mój Zbawiciel! Pan, to o Nim śpiewać chcę,

On na zbawienie wszystkich dan, miłuje także cię.” 

Admin