Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Wziąć krzyż

Ewangelia i Rozważanie na XII Niedzielę Zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

Gdy Jezus modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: "Za kogo uważają Mnie tłumy?".

Oni odpowiedzieli: "Za Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś z dawnych proroków zmartwychwstał".
Zapytał ich: "A wy, za kogo Mnie uważacie?". Piotr odpowiedział: "Za Mesjasza Bożego". Wtedy surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili. I dodał: "Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie".
Potem mówił do wszystkich: "Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa". Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na XII Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Wziąć krzyż.

W naszej pobożności utrwalił się obraz Jezusa z krzyżem, sponiewierany, pobity, zraniony. Czasem rozczulamy się nad nim, współczujemy i wracamy do naszej codzienności. Tymczasem krzyż Jezusa jest także naszym krzyżem, nie tylko dla tego, że do niego zostały przybite nasze grzechy, ale również dlatego, iż każdy człowiek wierzący powinien się do Jezusa upodobnić, czyli wziąć swój krzyż i za nim podążać: „Jeśli kto chce iść za mną..... niech co dnia weźmie swój krzyż i niech mnie naśladuje.” (Łk 9, 23).

Jaki jest ten nasz krzyż? Towarzyszy nam nieraz przez całe życie, idzie za nami jak cień, raz długi, raz krótszy. To są właśnie różnego rodzaju cierpienia jak choroby, jakieś nieszczęścia, niepowodzenia i świadomość, że mimo naszych starań i wysiłku grunt pod nogami się nam pali. Nie przywykliśmy do tego rodzaju krzyży, odsuwamy je od siebie, bo jesteśmy tak mało odporni i cierpliwi. Jezusowi podświadomie mówimy: Ty idź i sam dźwigaj sobie krzyż, nam daj spokój. My potrzebujemy Ciebie mocnego, takiego, który spełni każde nasze polecenie i życzenie. Gdy jednak krzyż dotyka nas boleśnie wówczas następuje bunt. On przecież nikomu nie mówił, że jeśli za Nim pójdzie, to będzie żył dostatnio i wesoło. Przeciwnie, wziął na swoje ramiona krzyż po to, abyśmy cieszyli się wiecznym szczęściem. Główne zadanie On sam wykonał, ale do zbawienia potrzebny jest nasz wkład, nasz mały krzyż. Mamy prawo do rozumnego złagodzenia bólu, ale nie powinniśmy zapominać o zaufaniu do Boga, który przecież kieruje się miłością i dobrem dla człowieka. Słowo Boże uczy: „Pan bowiem karci, kogo miłuje, jak ojciec syna, którego lubi”. ( Prz 3, 12).

Ks. Maliński w książce pt. „Wierzyć w Chrystusa” pisze o człowieku, który wciąż narzekał na swój los, na swoje życie i uparcie twierdził, że jego krzyż jest stanowczo za ciężki. Pewnego razu gdy położył się na spoczynek nocny, wydawało mu się, że ktoś wszedł do pokoju, był to Anioł, który zaprowadził go na jakiś strych pełen różnych krzyży. Po chwili człowiek przełamując nieśmiałość spytał Anioła:  - Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą? Usłyszał jego głos:  - To są ludzkie krzyże.  - Ludzkie krzyże? - powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc. - Każdy musi jakiś nieść - mówił dalej Anioł.  - Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj? Anioł o odpowiedział:  - Pan Bóg polecił mi, abym ciebie tu przyprowadził. - Pan Bóg? - zdziwił się ów człowiek. - Dlaczego?
- Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, że ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg zezwolił, abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz, i żebyś z tym nowym krzyżem szedł dalej przez życie nie narzekając.... - Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? - spytał wciąż jeszcze nieufny. - Tak. Naprawdę - powtórzył Anioł jego słowa. - Możesz wybrać l taki krzyż, jaki tylko zechcesz. - I będę mógł z nim iść przez całe życie? - pytał człowiek, chcąc się upewnić.  - Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje życie - Odpowiedział mu Anioł...... - Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? - spytał wciąż jeszcze nieufny. - Tak. Naprawdę - powtórzył Anioł jego słowa. - Możesz wybrać l taki krzyż, jaki tylko zechcesz.  - I będę mógł z nim iść przez całe życie? - pytał człowiek, chcąc się upewnić.  - Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe Twoje życie - Odpowiedział mu Anioł. Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, złoty krzyż przyciągał jego wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: "Wreszcie będę miał wspaniałe życie". Spytał nieśmiało Anioła wskazując na ten krzyż:  - Czy mogę go wziąć? Anioł skinął głową:
- Tak. Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go włożyć na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet, ruszyć. Krzyż był bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i rozczarowany powiedział do Anioła:
- Za ciężki........ - Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie - powiedział spokojnie Anioł. ...... Przyszło mu nawet do głowy, że może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownego krzyża dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć krzyż jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość, kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał. Był świetny, najlepszy. Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:- Znalazłem. - Cieszę się, że znalazłeś - odrzekł Anioł..... 
- Ten krzyż, który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od początku życia niesiesz na swoich ramionach. (Fragmenty książki: „Wierzyć w Chrystusa”).

Ksiądz Władysław Bukowiński długoletni więzień sowieckich łagrów, dziś wyniesiony na ołtarze jako Błogosławiony pisze, że za rządów Stalina został skazany na dziesięć lat ciężkiego łagru na Syberii. Kiedy po odbyciu kary za kilka dni miał wyjść na wolność, niespodziewanie przedłużono mu karę o dalsze dziesięć lat. Wtedy zrozpaczony zwołał: Pierwsze dziesięć lat za to, że jestem księdzem i Polakiem, ale za co następne? Był bliski załamania i buntu. Mieszkając razem z innymi więźniami zauważył, że w sali baraku jest ktoś bardzo dziwny nakrywający się cały z głową. Kiedy był śmiertelnie chory pomagał mu ks. Bukowiński i wtedy dowiedział się, że ten człowiek obiecał Bogu codzienną modlitwę – „Pod Twoją obronę” w intencji aby mógł się przed śmiercią wyspowiadać. Jakie było wielkie szczęście gdy dowiedział się, że jest z nim kapłan. Ks. Bukowiński wtedy zrozumiał dlaczego jego kara została przedłużona.

„Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.(Łk 9, 24). Przyjęcie krzyża, to przyjęcie Chrystusa, który jest „zmartwychwstaniem i życiem” (J, 11, 25). Krzyż zawsze prowadzi do zmartwychwstania, cierpienie zaś zbliża do Chrystusa. Jeśli ciśnie się nam na usta wołanie: dlaczego, to trzeba uklęknąć przed Ukrzyżowanym i patrzeć w Niego tak długo aż pojmiemy

Ks. Henryk Krukowski.



 

Admin