Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Miłosierny Samarytanin

Ewangelia i Rozważanie na XV Niedzielę Zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Jezusa na próbę, zapytał: ”Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”.
Jezus mu odpowiedział: ”Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”.
On rzekł: ”Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”.
Jezus rzekł do niego: ”Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”.
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: ”A kto jest moim bliźnim?”. Jezus, nawiązując do tego, rzekł:
”Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: »Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał«.
Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”. On odpowiedział: ”Ten, który mu okazał miłosierdzie”. Jezus mu rzekł: ”Idź, i ty czyń podobnie”. Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na XV Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Miłosierny Samarytanin.

Słusznie oburzamy się na postępowanie przechodzących koło człowieka na wpół żywego i potrzebującego pomocy. Przypowieść Jezusa z dzisiejszej Ewangelii ukazuje postawę starotestamentowego kapłana i lewity przechodzących obok pobitego i ciężko rannego mężczyzny, którzy nie uznali za słuszne pochylić się aby udzielić potrzebnej pomocy. Można by to tłumaczyć obawą , że staną się nieczyści dotykając nieznanej osoby. Może obawiali się obecności grasujących w tych stronach bandytów, górska droga była bardzo niebezpieczna i pełna różnych zakamarków, gdzie mogło się czaić poważne niebezpieczeństwo. Dziś jest tam piękna asfaltowa jezdnia, a obok tzw. „Gospoda Miłosiernego Samarytanina”. Trzeba sobie jednak zadać pytanie, czy mamy prawo osądzać tamtych ludzi, czy w naszych czasach po głoszeniu tej przypowieści przez dwa tysiąclecia naprawdę wiele się zmieniło?

Gdyby ta zmiana była tak bardzo widoczna, to wyniki badań policji w Polsce i w innych krajach nie dawałyby powodu do alarmu. Ileż to razy słyszeliśmy o ukaraniu kierowcy, który nie zatrzymał się w miejscu wypadku drogowego, czasem nawet tylko upozorowanym, ale przecież jadący nie wiedział o tym. Na naszych oczach coraz więcej ludzi umiera na ulicach, chodnikach bez jakiegokolwiek życzliwego zainteresowania i pomocy ze strony przechodzących. To prawda, że wielu ludzi upadających lub leżących na ziemi to pijacy, albo narkomani. Prawdą jest fakt, że wielu z nas nie ma odpowiedniej wiedzy na temat jak ratować, stąd też obawa, że można więcej zaszkodzić niż pomóc. A sprawa różnego rodzaju napadów i pobicia? Udajemy, że nic się nie stało, albo, że nie widzimy. Dość często nie chcemy widzieć. Sam byłem kiedyś świadkiem zasłabnięcia i upadku kobiety w Domu Handlowym w pewnym wojewódzkim mieście. Gdyby nie moja interwencja i trochę wymuszona pomoc innych, kobieta by nie przeżyła ciężkiego zawału. Przyjechała z małej wioski do miasta aby kupić na pogrzeb matki jakieś ubranie, sama będąc chora. Wyszukując potrzebne zakupy w pewnej chwili upadła i nikt nie reagował. Tylko młoda niedoświadczona pracownica i ja zareagowaliśmy wzywając pogotowie. Przykro było patrzeć, gdy niektóre osoby obojętnie przechodziły obok niemal depcząc leżącą.

Uczony w prawie zadał Jezusowi pytanie: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” Odpowiedzią Jezusa jest opowieść o „miłosiernym Samarytaninie”, który był członkiem innego narodu, innej religii. Żydzi i Samarytanie zaciekle się zwalczali. Jednak to wrogi Samarytanin okazał się lepszy od synów Narodu Wybranego. A zatem nie narodowość, nie przeszłość historyczna rzutuje na człowieka. Nawet nie religia, ale to, jakie jest jego nastawienie do świata, do Boga i do drugiego człowieka. Powinniśmy o tym pomyśleć my Polacy, którzy uważają się niemal za naród wybrany. Może kiedyś tak było, ale dzisiejsza codzienność świadczy, że to już czas przeszły. Owszem stać nas na wielkie akcje charytatywne, na różne zbiórki pieniędzy i w dalszym ciągu jest w nas wiele dobra, szczególnie u tych najuboższych, ale to u nas zamarzają ludzie podczas zimy, to u nas są wyrzucani ze swoich mieszkań – o czym tak często mówi się w telewizji, to u nas tyle egoizmu i nienawiści. Znający doskonale naszą sytuację św. Jan Paweł II w taki oto sposób uczulał nas na te problemy: „Dobry Samarytanin to przede wszystkim Chrystus; to On pierwszy zbliża się do nas, ażeby nas otoczyć opieką, by nas wyleczyć, by nas uratować: „ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej” (Flp 2,7-8).......... Pozwólcie więc, by przeniknął was duch pokuty i nawrócenia, który jest duchem miłości i dzielenia się; na wzór Chrystusa uczyńcie swoimi bliźnimi tych, którzy zostali ograbieni i poranieni, tych, których świat nie zauważa lub odrzuca. Uczestniczcie we wszystkich poczynaniach waszych Kościołów lokalnych, ażeby każdy chrześcijanin i każdy człowiek dobrej woli zatroszczył się o zapewnienie każdemu ze swych braci środków, także materialnych, do życia godnego, by każdy podjął odpowiedzialność za ludzki i duchowy rozwój ich samych i ich rodzin. (Orędzie Ojca Świętego na Wielki Post 1982 r.)

Chrześcijaństwo to taka dziwna religia, bo nakazuje czynić dobro, a chrześcijanin to człowiek Chrystusa – podobny do Niego. Prawdziwego chrześcijanina można rozpoznać właśnie tylko przez jego uczynki. Te uczynki to legitymacja przynależności do Jezusa, do Kościoła. Dlatego trzeba trochę więcej dobrej woli, czasem nawet poczucia humoru czy fantazji, aby wywołać falę dobra. „Czasopismo «Glamour» zamieściło w grudniowym numerze zdjęcie kobiety w czerwonym samochodzie. Otóż przejeżdżając przez płatny most Bay Bridge dała kasjerowi należność za siedem biletów i powiedziała: „Płacę za sześć kolejnych samochodów”. Jakież było zdziwienie kierowców tych pojazdów! Obcy człowiek... Jednym z obdarowanych był dziennikarz. Zapytał o przyczynę. – Ja też pytałem – powiedział kasjer. – Otrzymałem odpowiedź: Czyń podobnie!” (https://liturgia.wiara.pl/doc/420054.15-Niedziela-zwykla-C/5)

Admin