Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Kto będzie zbawiony?

Ewangelia i Rozważanie na XXI Niedzielę zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

Jezus nauczając, szedł przez miasta i wsie, i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”.
On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: »Panie, otwórz nam«; lecz On wam odpowie: »Nie wiem, skąd jesteście«. Wtedy zaczniecie mówić: »Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś«.
Lecz On rzecze: »Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości«. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym.
Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”. Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na XXI Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Kto będzie zbawiony?

Nauczaniem Jezusa interesowali się mieszkańcy wielu miast i wiosek. W większości byli to ludzie wierzący i oczekujący na spełnienie Bożej obietnicy dotyczącej zbawienia. Dziś nie wiemy dokładnie co rozumieli przez to pojęcie gdy zapytali Jezusa: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” (Łk 13, 23). Domyślamy się, że chodzi o wyzwolenie z wszelkiej niewoli, szczególnie z niewoli szatana, uwolnienie od grzechu i wejście do „Królestwa Bożego”. Zbawienie jakiego oczekiwali dokonało się przez Jezusa, który zmartwychwstając zwyciężył śmierć, grzech i szatana oraz otworzył dla ludzkości bramy nieba.

Ten problem bardzo interesował słuchaczy Jezusa, interesował także chrześcijan w pierwszych wiekach Kościoła, powinien interesować także dziś. Jednak w naszych czasach  niezbyt często i chętnie pyta się o tzw. „rzeczy ostateczne”: o niebo, czyściec, piekło, o sąd szczegółowy (indywidualny), sąd ostateczny, zbawienie, potępienie. Dla wielu ludzi nawet formalnie wierzących są to sprawy zupełnie obojętne. Żyją "z dnia na dzień", "od przypadku do przypadku", jak bezbożnicy, którzy zaprzeczają istnieniu Boga i Jego królestwa w niebie. Różnej maści agnostycy i ateiści zarzucają nam księżom, że mamimy ludzi, że oszukujemy ich obiecując im raj po śmierci. Przecież – powiadają, tego nikt nie sprawdzi. Idąc tokiem takiego myślenia można dojść do różnych absurdów nie tylko w kontekście wiary, ale także spraw dotyczących naszej codzienności Przykładem może być poniżej zamieszczona rozmowa dwóch bliźniaków, która odbyła się w brzuchu ciężarnej matki:

„Pierwszy zapytał drugiego:
– Wierzysz w życie poporodowe? 
– Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
– Głupoty – odparł drugi – Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by ono niby miało według ciebie wyglądać?
– No nie wiem, ale pewnie będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść będziemy buzią….
– No ty chyba na głowę upadłeś. Przecież to nie ma sensu! Po pierwsze biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież my odżywiamy się przez pępowinę.
– No ja nie wiem jak to tam będzie na prawdę, ale może zobaczymy wreszcie naszą mamę i ona się będzie o nas troszczyć.
– Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według ciebie w ogóle jest?
– No przecież ona jest wszędzie wokół nas… Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
– Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli, że jej nie ma…
– No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, ze prawdziwe życie zaczyna się dopiero później, jak stąd wyjdziemy”. ( https://www.liturgia.pl/Czy-tylko-nieliczni-beda-zbawieni/)

Niczego bardziej Bóg nie pragnie jak zbawiania wszystkich ludzi. Ze strony Bożej wszystko zostało dokonane, a Jezus zaprasza słowami: „Przyjdźcie, bo już wszystko jest gotowe”. (Łk 14, 17). Potrzebna jest nasza decyzja i wejście na drogę prowadzącą przez „ciasne drzwi” (Łk `13, 24). Jezus poucza, że aby wejść na tę drogę trzeba będzie pokonać wiele przeszkód. „Ciasne drzwi”, czyli takie, w których nie wszystko się zmieści. Nie przejdzie przez nie brak przebaczenia, brak serca dla potrzebującego, osądzanie i potępianie innych, niesprawiedliwe traktowanie ludzi, pogardzanie tymi, których może i trudno kochać. Ciasne drzwi, o których mówi Jezus, to najpierw „zajęcie się” własnym sercem i usuwaniem z niego tego, co nie jest z Boga, tego, co nie jest miłosierdziem, co nie pozwala mi traktować człowieka jak brata. W ciasnych drzwiach nie może się zmieścić: - pobożność a jednocześnie grzeszność, modlitwa oraz nienawiść; chodzenie do kościoła i osądzanie innych, mówienie, że kocha się Boga, a człowieka nazywa się wrogiem.

Do tych, którzy tak żyją i nie chcą się nawrócić, kiedyś Pan powie jakże mocne słowa: „ Powiadam wam nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości”. (Łk 13, 27). To będą najbardziej straszne i brzemienne w skutki słowa jakie możemy usłyszeć od Jezusa, to może być nasza całkowitą przegrana – potępienie wieczne - piekło. Bóg, który tak kocha każdego z nas uczynił wszystko byśmy byli zbawieni, ale dał nam wolną wolę, możliwość decydowania o sobie, możliwość wyboru. Syn Boży dał się do krzyża przybić, aby na siebie wziąć ludzkie winy i otworzyć bramy nieba, ale człowiek niejednokrotnie wybiera inny kierunek, po prostu wchodzi na inną drogę – nie do bram nieba i wtedy musi ponieść konsekwencje swojego wyboru.

„Nie wiem skąd jesteście”. W tym momencie przypomina mi się pewne zdarzenie z przed wielu lat, kiedy dwoje młodych – rodzeństwo - pojawili się w kancelarii parafialnej prosząc o zaświadczenia stwierdzające, że są wierzący i praktykujący aby mogli zostać rodzicami chrzestnymi w innej miejscowości. W parafii pracowałem już kilka lat, ale tych interesantów nigdy nie spotkałem, ani w kościele, ani w innych okolicznościach. Skąd jesteście? – zapytałem. A my tu od lat mieszkamy. Okazało się, że ta rodzina nie była ani religijna, ani praktykująca. Odpowiedziałem: - nie znam was, nie przystępujecie do sakramentów, nie uczęszczacie na Mszę św. nie ma was w kartotece parafialnej. Na jakiej wiec podstawie mam wam napisać, że jesteście wierzący i praktykujący? Nie mogę potwierdzić nieprawdy i dlatego zaświadczenia nie otrzymacie. Oburzeni tłumaczyli, że są ochrzczeni i mają znajomego księdza itd. Podobnie wygląda sprawa naszego zbawienia. Nie wystarczy wchodząc kiedyś do nieba, powiedzieć, że znało się Jezusa, że słyszało się o Nim w kościele, że chodziło się na Msze Święte. Z pewnością okaże się to niewystarczające. Tak nam mówi dziś Jezus: „Wtedy zaczniecie mówić: Przecież jadaliśmy i piliśmy z Tobą, i na ulicach naszych nauczałeś”. Lecz On rzecze: „Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście”. ( Łk 13, 26 –27). Drzwi do nieba są otwarte, ale ciasne. Wejście jest możliwe, ale wymaga trudu, wysiłku, przestrzegania przykazań Bożych i kościelnych, a nade wszystko przykazania miłości. Trzeba stawiać sobie wymagania.

Ks. Henryk Krukowski.

Admin