Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Jak być uczniem Jezusa?

Ewangelia i Rozważanie na XXIII Niedzielę Zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Łukasza

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: ”Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.
Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.
Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: »Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć«.
Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.
Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na XXIII Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Jak być uczniem Jezusa?

Dziwna jest ta nauka Chrystusa. Dziwne i zaskakujące są Jego wymagania i nakazy. Mieć w nienawiści swego ojca, matkę, żonę, dzieci, a także samego siebie? Nosić z Nim krzyż, wyrzekać się wszystkiego – to zbyt trudne, a może nawet niemożliwe. Czytając fragment dzisiejszej ewangelii można by odnieść takie wrażenie i powiedzieć wraz z uczniami: „Trudna jest ta mowa”. (J 6, 60). Niektórym uczniom wydawało się to niemożliwe do zrealizowania i odeszli. Większość jednak pozostała, oni dokonali świadomego wyboru zdając sobie sprawę z tego, że uczeń Chrystusa musi być innym człowiekiem, musi być zdecydowanym, a kiedy już postanowi pójść za Jezusem będzie zawsze konsekwentny.

Tę myśl Jezus rozwija na przykładzie budowniczego wieży i króla wyruszającego na bitwę. Każdy budowniczy powinien dokonać bilansu oraz wszystko dokładnie sprawdzić by dokończyć budowę, żeby nie wytykano mu braku roztropności i gospodarności. Natomiast król musi rozważyć, czy ma szansę wygrać bitwę, czy skazany na klęskę powinien z niej zrezygnować. Budowa wieży czy też prowadzenie działań wojennych sporo kosztuje, trzeba więc dobrze się zastanowić, dobrze policzyć, aby nie było porażki. 

Podobnie pójście za Jezusem wiąże się z jakimiś kosztami, z jakąś ceną nawet z niechęcią czy nienawiścią ze strony innych. Użyte w Ewangelii słowo „nienawiść do ojca czy matki” może nas dziś szokować, ale na Wschodzie nie oznacza tego , że należy znienawidzić i odciąć się od wszystkich swoich bliskich, odnosi się ono tylko do takiego wypadu, jeśli oni staną się przeszkodą na drodze do podążania za Jezusem. Oto przykład. Wydarzyło się to za czasów PRL-u. Pewien maturzysta z miasta wojewódzkiego postanowił pójść do seminarium. Nie była to łatwa decyzja z kilku względów. Z takim zamiarem nie można było się zdradzić przed ukończeniem liceum, bo mogłoby to spowodować to utratę matury a rodzinę narazić na poważne kłopoty ze strony władz. Nasz kandydat miał jeszcze specyficzną, trudną i skomplikowaną sytuację rodzinną. Jego ojciec był ateistą i pracownikiem służby bezpieczeństwa – tej sekcji, która inwigilowała kapłanów i zwalczała wszelką religię. Matka wprawdzie ochrzczona, ale religijnie obojętna, a tak naprawdę nie wiele miała w tej rodzinie do powiedzenia. Tylko babcia w najgłębszej tajemnicy doprowadziła wnuka do wszystkich sakramentów. Ojciec jako wpływowy funkcjonariusz załatwił synowi studia prawnicze. Można sobie tylko wyobrazić jaką furię u rodziców wywołała decyzja nie podjęcia studiów prawniczych i potajemne wstąpienie do seminarium. Przeszkadzali jak mogli. Nie pomogły obiecanki, prośby i groźby, chłopiec pozostał przy swoim. Wtedy po prostu go się wyrzekli. Przez sześć lat studiów mimo, że od seminarium do rodzinnego domu było dość blisko nie miał tam wstępu. Nie otrzymywał od rodziców żadnego wsparcia materialnego. Na święcenia przybyła tylko schorowana babcia. Przez kolejne lata rodzice nie chcieli słyszeć o swym synu, dopiero w ciężkiej i jak się okazało śmiertelnej chorobie matka przełamała się i zaprosiła syna do szpitala. Ojciec nigdy z tym się nie pogodził.

Jezus wszystkim swoim uczniom wyznacza cel. Tym celem jest Bóg, życie wieczne, zbawienie każdego z nas. Dlatego za psalmistą może powiedzieć: „Przychodzę, Boże pełnić Twoja wolę”. (Ps 40, 2). Chce nam uzmysłowić to, o czym w kilka wieków później św. Augustyn będzie uczył mówiąc: „Jeśli Bóg jest na pierwszym miejscu w twoim życiu, to wszystko jest na właściwym miejscu, ale jeśli Bóg nie jest na pierwszym miejscu w twoim systemie wartości, to w twoim życiu jest bałagan i wszystko jest poprzestawiane.” Tak wielu ludzi to zrozumiało uważając że, bycie z Jezusem i kroczenie za Nim ma większą wartość, niż wszelkie więzi krwi, przyjaźni, sympatii. W dziś czytanym fragmencie Ewangelii Jezus z dużym realizmem wskazuje, że musimy się przyjrzeć nie tylko niezdrowej miłości do bliskich, ale również miłości do samego siebie i własnego życia. Dla Niego najważniejsze było pełnienie woli Ojca i głoszenie Ewangelii. Przypomniał o tym Maryi i Józefowi gdy szukając odnaleźli po trzech dniach dwunastoletniego Jezusa w świątyni. Na pytanie i zarzut: „Synu, czemuś nam to uczynił.... – odpowiedział: „Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym co należy do mego Ojca?” (Łk 2, 49). Dlatego opuścił rodzinny Nazaret, pozostawiając Matkę i krewnych.

Pełnić wolę Ojca to ustanowić system wartości. Na pierwszym miejscu musi zawsze być Bóg i wszystko, co ma z Nim związek. Dlatego na serio traktujemy sprawy wiary starając się żyć zgodnie z nauką Jezusa. Dlatego każdy dzień należy zacząć od modlitwy, od spotkania z Miłością – „Bóg jest miłością”. Co więcej, do takiego spotkania należy zachęcić dzieci i wszystkich domowników. Dlatego właśnie niedzielna Eucharystia będzie nie tylko najpiękniejszym tu na ziemi spotkaniem z Chrystusem , ale również umocnieniem na chrześcijańskiej drodze. Być chrześcijaninem to znaczy być innym, pozytywnie odróżniającym się od tych, dla których ważniejsza jest kariera, kasa, sława, rozpusta itd. Oto przykład: Do pracy w małym zakładzie przyszedł pewien nowy pracownik. Od razu ze wszystkimi się dogadywał, chętny do pomocy, dowcipny. Pod koniec miesiąca dostali zapłatę. Tradycyjnie część pieniędzy przeznaczano na „oblewanie”. Wszyscy się zrzucili, nowy także. Starym zwyczajem zamówili jakąś zakąskę i alkohol. Nowy usiadł, trochę zjadł i podziękował. A nie napijesz się z nami? - Nie! Dziękuję. To może ty jesteś kapuś? – Nie jestem kapusiem, po prostu moja wiara zabrania mi picia alkoholu. Nie pytali go o jego przekonania religijne sądząc, że należy do znanej w okolicy sekty. Jakież było ich zdziwienie gdy zobaczyli go w kościele na Mszy św. przyjmującego Komunię św.

Przecież Chrystus nie żąda od nas nadzwyczajnych czynów. On żąda rzeczy drobnych, żąda uczciwości i zrozumienia, czasem dobrego słowa skierowanego do najbliższych lub innych osób. Spróbujmy od dziś być zawsze naprawdę dobrymi ludźmi, spróbujmy na nowo spojrzeć na współmałżonka, kolegę, uśmiechnąć się do ich i życzliwie potraktować. To właśnie będzie pójściem za Chrystusem, to będzie wolny i świadomy wybór ze względu na Jego Osobę. Jednak trzeba mieć na uwadze to, że za tę wierność niejednokrotnie „płacą” wysoką cenę. Może są wytykani palcami, może z nich się naśmiewają, drwią, a może nawet trzeba będzie oddać swoje życie.

Ks. Henryk Krukowski.

Admin