Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Modlić się wytrwale.

Ewangelia i Rozważanie na XXIX Niedzielę Zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: "W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi. W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: »Obroń mnie przed moim przeciwnikiem«. Przez pewien czas nie chciał; lecz potem rzekł do siebie: »Chociaż Boga się nie boję ani się z ludźmi nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie«”.
I Pan dodał: "Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”. Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na XXIX Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Modlić się wytrwale.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, „że zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać”. (Łk, 18, 1). Czy to jest możliwe? Odpowiedzią na to pytanie będzie zrozumienie czym jest modlitwa. Niewątpliwie powinna ona być głęboką więzią i otwarciem się człowieka na Boga. Ta więź to jakby stała łączność między człowiekiem a Bogiem, na podobieństwo łączności np. samolotu pasażerskiego z wieżą kontrolną. Utrata takiej łączności prawie zawsze kończy się katastrofą. Taka więź istniała cały czas między Ojcem Niebieskim a Jezusem, który przez kilka lat przebywał na ziemi – potwierdzona słowami: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. (J 10, 30). Podobna więź ma miejsce między osobami kochającymi się. Dziecko nie zawsze jest obecne przy matce, czasem nawet mieszka w innym kraju, ale miłość sprawia, że ta więź trwa i jest ona nieraz bardzo owocna mimo oddalenia.

Można przyjąć, że modlitwa to rozmowa zakochanych, to bycie z Bogiem, którego kocham. Jest ona tym lepsza, im głębsza jest nasza wiara: im lepsze jest nasze życie - pełne zaufania Opatrzności Bożej, Jego Miłości i Miłosierdzia, pełne służby bezinteresownej bliźniemu. Ten kto naprawdę się modli wie, że nie żyje już więcej tylko dzięki sobie, dla siebie i swoją własną siłą. Wie, że istnieje Bóg, który kocha i oczekuje wzajemności, do którego należy się zwracać. Człowiek modlący się coraz bardziej zawierza się Bogu pogłębia więź z Tym, z którym pewnego dnia spotka się twarzą w Twarz. W jednej z pieśni śpiewamy: „Serce me do Ciebie wznoszę, Panie szukam Cię”. Dlatego do życia chrześcijańskiego przynależy wysiłek codziennej modlitwy.

„Ojcze nasz” , takiej modlitwy nauczył nas Jezus, a w niej na pierwszym miejscu znajduje się uwielbienie Boga, a potem troska o nasze codzienne sprawy. Zawsze należy pamiętać, że kochający Ojciec ma na dla swoich dzieci to co najlepsze, to co jest najbardziej wartościowe czyli zbawienie – życie wieczne. Nie jest On instytucją spełniającą każdą naszą prośbę, każde marzenie, nawet w bardzo ważnych sprawach. Zwróćmy uwagę, że w tej wzorcowej modlitwie „Ojcze nasz” znajdują się bardzo znaczące słowa: „Bądź wola Twoja”. Czyli niech będzie tak, jak Ty chcesz, nie moja wola, nie mój dyktat. Modlitwa musi być pełna wiary, pokory i zaufania. Bóg nigdy nie spełni naszej prośby czy życzenia, które może nas skrzywdzić, lub spowodować utratę zbawienia. Kluczem do lepszego zrozumienia tego zagadnienia niech będzie historia pewnej dziewczyny z małej wioski, która zakochała się w chłopcu z pobliskiego miasteczka. Była bardzo nieśmiała, nie ubierała się wyzywająco, dlatego nie zwracano specjalnie na nią uwagi. Nie interesował się nią także upatrzony młody człowiek. Jak ona gorliwie i długo modliła się, aby jej miłość została odwzajemniona, ale ta modlitwa niczego nie zmieniała. Czuła się zrozpaczona, a nawet obrażona na Boga. Pewnego razu będąc w miasteczku zobaczyła radiowóz, do którego skutego w kajdanki prowadzone jej „ukochanego”. Przeżyła straszny szok. Nie! To niemożliwe! To nie on! Okazało się, że ten człowiek miał wiele na sumieniu: kradzieże, rozbój, oszustwa i narkotyki. Przez długi czas nie mogła dojść do siebie, mocno to przeżyła, dopiero po pewnym czasie, gdy nieco ochłonęła poszła do kościoła, aby Bogu podziękować, że nie związała się z przestępcą. Minęło kilka miesięcy i znalazła prawdziwą miłość. Dziś już są szczęśliwymi rodzicami. Czy dziękowaliśmy kiedykolwiek Bogu, że nas nie wysłuchał?

Czasem Bóg wysłuchuje naszych próśb, ale na swój sposób. Pisze o tym pani Maria Biedka dziewczyna z dobrego domu, która się bardzo pogubiła: „Po maturze opuściłam dom rodzinny i podjęłam pracę. Samodzielność i złe towarzystwo, w którym się znalazłam sprawiło, że w krótkim czasie Pan Bóg zszedł na dalszy plan w moim życiu. Lęk przed karą szybko ustąpił pewności, że można żyć bez Boga. W tym przekonaniu utwierdziły mnie sukcesy w pracy zawodowej, społecznej i spełniające się marzenia. Radość jednak trwała krótko, życie bez modlitwy i sakramentów doprowadziło mnie do utraty sensu życia. Wpadłam w nerwicę i depresję, stałam się „wrakiem człowieka”. Mając niewiele ponad 30 lat zapragnęłam „przestać istnieć”. Niezdolna do pracy i przebywania wśród ludzi, w samotności opłakiwałam swój los, po omacku szukając ratunku. Jakaś siła popychała mnie, aby wchodzić do kościoła, gdzie podczas Mszy Świętej, ubrana na czarno, bezmyślnie stałam przy drzwiach. Odwiedzałam też kaplicę Matki Bożej, tam doświadczałam wielkiego pokoju serca, jednak po wyjściu z kościoła natychmiast wracał niepokój. Nie wiem jak długo trwał ten koszmar, natomiast dobrze pamiętam dzień, gdy w wymarzonym własnym mieszkaniu, wśród łez, zawołałam: „PANIE JEZU, ZABIERZ MNIE!!!”. Pragnęłam umrzeć... Prośba została wysłuchana, jednak nie według mojego, ale według Bożego zamysłu - Pan Jezus zabrał mnie, abym odtąd wraz z Nim kroczyła po drogach życia.... Zanim jednak do tego doszło, trzeba było stoczyć walkę ze złym duchem......Ostatecznie szatańskie pułapki usunęła Matka Boża i pod Jej troskliwym okiem odbyłam spowiedź. W konfesjonale posługiwał ksiądz Tomasz, dawny katecheta - uosobienie miłosiernego Ojca. Pomógł mi przezwyciężyć strach i wstyd, pocieszył i zachęcił, aby w duchu wynagrodzenia Panu Jezusowi za wszystkie niewierności pójść czasem na Mszę Świętą w dzień powszedni. Rada okazała się tak skuteczna, że od tego dnia codziennie uczestniczyłam we Mszy Świętej i tak jest do dziś... W miarę jak na to pozwalałam, Pan Jezus leczył i uzdrawiał choroby mojej duszy oraz „rany” - skutki dawnych i obecnych grzechów. Czynił to posługując się świętymi kapłanami, których stawiał na mojej drodze. Przemawiali oni nie tylko słowem, ale także przykładem życia. (Źródło: https://www.gosc.pl/doc/1617819.Pragnelam-umrzec-Prosba-zostala-wysluchana).

Zdarzają się sytuacje, że trudno się pogodzić z np. z ciężką nieuleczalną chorobą dziecka lub kogoś bliskiego. Mimo wielu modlitw, błagania, dobrych uczynków choroba nie ustępuje, a osoba bliska odchodzi z tego świata. Dlaczego tak jest? Nie znamy odpowiedzi na to pytanie, zna ja tylko Bóg. Jedno jest pewne, że kochający Ojciec wybrał najlepsze rozwiązanie, o którym my jeszcze nie wiemy. Mimo łez i bólu trzeba zaufać, bo wiara to przecież zaufanie. Nie można wybrać drogi buntu, odrzucenia Boga. Należy też uświadomić sobie, że ta gorliwa modlitwa ma coś zmienić. Może w tym wypadku chodzi o moją osobę? Dlatego „ zawsze powinniśmy się modlić i nie ustawać”.

Ks. Henryk Krukowski.

Admin