Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Zbawienne spotkanie

Ewangelia i Rozważanie na XXXI Niedzielę Zwykłą, Rok C.

+Słowa Ewangelii według świętego Łukasza.

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: ”Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to szemrali: ”Do grzesznika poszedł w gościnę”. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: ”Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: ”Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. Oto Słowo Pańskie.

Rozważanie na XXXI Niedzielę Zwykłą, Rok C.

Zbawienne spotkanie.

Wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii jest trochę humorystyczne. Oto bogaty i ważny, ale małego wzrostu Zacheusz wspina się na przydrożne drzewo i obserwuje zmierzający w jego kierunku tłum ludzi towarzyszących Jezusowi. Wyobraźmy sobie dziś jakiegoś urzędnika np. nielubianego prezydenta miasta, który na oczach wielu ludzi wspina się na drzewo, aby coś obserwować. Gazety albo niektóre telewizje uznałyby go za oszołoma.

Nie wiemy dokładnie dlaczego Zacheusz tak postąpił, z pewnością chciał zobaczyć Jezusa dlatego wspiął się na drzewo sykomory. Miał nadzieję, że nikt go tam nie dostrzeże. Innym powodem ukrycia się w gęstwinie liści mogła być obawa przed tłumem ludzi, których skrzywdził jako nieuczciwy celnik. Celnik to wysokiej rangi poborca podatkowy zatrudniony przez rzymskich okupantów. Dla swych żydowskich braci stał się zdrajcą i w ich mniemaniu, grzesznikiem. By zobaczyć Jezusa, zaryzykował bycie wykpionym przez własne środowisko, może dlatego wybrał nietypowy sposób spełnienia swego pragnienia spotkania z Jezusem, ale też Mistrz z Nazaretu wszystkich zaskoczył. Nie skorzystał ze sposobności odpoczynku i posiłku u tzw. „ludzi porządnych” a wybrał gościnę u grzesznika. Trzeba podziwiać odwagę celnika, który bardzo zaryzykował i nie spodziewał się, że nagroda będzie tak wielka, że Pan Jezus zechce zatrzymać się w jego domu. Obserwujący tę scenę nie kryli oburzenia, że Jezus wybrał dom wielkiego grzesznika.

Zwykli ludzie obserwujący innych widzą tylko powierzchownie, nie mają przecież możliwości dotarcia do ludzkiej duszy, dlatego też nieraz pochopnie wydają sądy o innych na podstawie ich ubioru, wysławiania się lub wyglądu. Oto przykład: Pewna kobieta podróżowała pociągiem. Tak się złożyło, że w przedziale nikogo więcej nie było. Na którymś przystanku wsiadł do tego samego pociągu mężczyzna i zajął miejsce obok tej pani. Gdy na niego popatrzyła chciała uciekać. Mężczyzna duży i silny, w dodatku dziwnie ubrany, nieogolony i z nietypową fryzurą. Pomyślała, że to jakiś przestępca. Strach ją jednak sparaliżował i chyba tylko dla tego nie przesiadła się do innego wagonu. Po pewnym czasie zaczęli rozmawiać i okazało się, że jest to bardzo kulturalny i miły pan, głęboko wierzący i w dodatku należący do Domowego Kościoła.

Polskie przysłowie mówi, że „pozory mylą”, dotyczy ludzi i to wielu różnych spraw. Tylko Bóg się nie myli, ponieważ On zna tajniki ludzkiego serca. Jezus w Jerychu nie znalazł się przypadkiem, On „odbierał słabe sygnały” serca Zacheusza , który otworzył się i otrzymał łaskę nawrócenia. Człowiek ten najpierw zapragnął zobaczyć Jezusa. Może to była tylko czysta ciekawość, bo coś o Nim już słyszał, a może już wtedy uwierzył, że Jezus jest Synem Bożym i że warto być blisko Niego. Gdy to sobie uświadomił wtedy podjął odważne działanie – wspiął się na drzewo nie przejmując się tym, że może być wyśmiany. Jego sygnały zostały natychmiast zauważone i odebrane - Jezus od razu odpowiedział na nie przychodząc do niego w gościnę. Dostrzegł w nim człowieka, a nie tylko nieuczciwego celnika. Efektem odwiedzin Jezusa była ogromna radość oraz postanowienie zadośćuczynienia tym, którym wyrządził krzywdę. Pod Jerychem doszło do cudu nawrócenia i przebaczenia. Rozpoczęło się nowe życie Zacheusza. „Oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie.... Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu..”. ( Łk 19, 8 – 9).

Jezus obiecał Zacheuszowi zbawienie, podkreślając, że właśnie po to przyszedł – aby ocalić tych, którzy się pogubili, aby ocalić grzeszników. Czyni to samo nieustannie wobec każdego z nas – odpuszcza nam grzechy, ufa, że naprawimy błędy i obiecuje życie wieczne. Jeśli zapragniemy się z Nim spotkać i podejmiemy inicjatywę, On przyjdzie do nas i będzie przemieniał nasze serca, nie zwracając uwagi na dotychczasowe życie. Na chrzcie św. obraliśmy kierunek - kurs ku dobru, ku zbawieniu i życiu wiecznemu. Rozważając dzisiejszą Ewangelię należy się zastanowić czy trzymamy się tego kursu, czy nie pogubiliśmy się. Zacheusz w pewnym momencie swego życia zorientował się, że obrał zły kurs, postanowił więc go zmienić. Pewnego razu okręt wojenny wyruszył na nocny patrol po morzu. Mgła była coraz gęstsza, warunki pogodowe coraz gorsze. Gdy nastała noc, stojący na posterunku marynarz zawołał:

- Widzę światło!

- Czy jest nieruchome, czy się oddala? - zapytał kapitan.

- Nieruchome, kapitanie.

Wynikało z tego, że okrętowi groziło śmiertelne niebezpieczeństwo zderzenia się z innym statkiem. Kapitan natychmiast wydał rozkaz nawigatorowi:

- Wyślij sygnał: „Płyniemy na siebie, zmieńcie swój kurs o 20 stopni".

Odpowiedź przyszła po chwili:

- To wy zmieńcie swój kurs o 20 stopni.

Kapitan ponownie wydał rozkaz:

- Przekaż, że ja tu jestem kapitanem, więc musicie zmienić kurs o 20 stopni.

Kolejna odpowiedź brzmiała:

- A ja jestem starszym marynarzem, lepiej dla was, żebyście to wy zmienili kurs.

Rozwścieczony kapitan zawołał do nawigatora:

- Przekaż, że jesteśmy okrętem wojennym i że macie zmienić kurs o 20 stopni.

Ostatnia odpowiedź nadeszła po chwili:

- A ja jestem latarnią morską.

Wtedy wojenny okręt zmienił swój kurs...( Za: . https://www.chwila-jezuici.pl/slowo-zycia/392-15-listopada-2011-wtorek-k-19-1-10-zobaczy-z-drzewa

Najwspanialszą latarnią jest Jezus Chrystus. On ciągle wysyła do każdego z nas sygnały pełne miłości i miłosierdzia, upomnienia i przebaczenia, ostrzegające i wspomagające. My jesteśmy „kapitanem”, który zadecyduje jaki utrzyma kierunek, czy bezpiecznie dopłynie do portu, czy po prostu rozbije się.

Ks. Henryk Krukowski.

Admin