Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Ks. Krukowski – Opowieści - Z popiołem na głowie.

Na nabożeństwo posypania głów popiołem do kościoła parafialnego przychodziło zawsze dużo ludzi, mimo że dni te bywały zimne a droga trudna do przebycia, napadało dużo śniegu, którym natychmiast zajął się silny wiatr tworząc z białego puchu różne kompozycje, najczęściej przybierające formę wysokich zasp. Ludzie czekali, aby ktoś przejechał sankami, wtedy po śladach łatwiej iść. Dla pozostających w domu należało przynieść trochę popiołu i posypać im głowy w domu. Pod chórem i po kątach gromadzili się młodzi, stali niepewnie albo drzemali i nic w tym dziwnego, bo jak można się czuć po nocnej hulance? Wprawdzie muzyka umilkła o północy, ale nikt do domu nie wracał. Przecież trzeba odprowadzić dziewczyny, a potem znikła niejedna furtka, albo oberwał napotkany pies. Do obrzędu posypania głów popiołem proboszcz kazał ludziom ustawić się w dwuszeregu, tak jak podczas udzielania Komunii św. Podchodząc do każdej osoby mówił: „prochem jesteś i w proch się obrócisz” i szczyptę popiołu nasypał na głowę. Ludzie stali w kolejce i śpiewając pieśni czekali na ten ważny moment. Stał też Antek zwany „Tyką”. Nazwano go tak, ponieważ był wątły i wysoki a gdy szybko szedł wtedy chwiał się jak tyczka w grochu poruszana przez wiatr. Po nocnych tańcach włóczył się gdzieś do rana i spóźnił się nieco na Mszę, św. Gdy kapłan stanął przy nim z popiołem, ten szeroko otworzył usta, jakby chciał przyjąć Komunię św. Starszy kapłan, który niejedno już widział i raczej niczemu się nie dziwił, tym razem stanął zdumiony, przez chwilę wahał się jakby nie wiedząc co czynić, następnie uśmiechając się wyciągnął wysoko rękę, aby posypać go popiołem. Wszyscy dookoła parsknęli śmiechem, bo myśleli, że ksiądz nasypie mu popiołu w otwarte usta, może i stałoby się tak, ale dzień Popielcowy i święte obrzędy wymagały powagi i uszanowania.

W czasie Wielkiego Postu wieś wyciszała się, mężczyźni rzucali palenie papierosów i picie alkoholu. Nałogowemu palaczowi jest bardzo trudno przestać palić, najtrudniejsze są pierwsze dni, a gdy ktoś w pobliżu zapali to naprawdę mocno ściska w dołku, trzeba mieć bardzo mocną wolę, aby wytrzymać. W tym okresie niełatwo też było żonom palaczy, bo one najbardziej ucierpiały. Palacz abstynent był przez kilka dni nie do wytrzymania, mocno rozdrażniony, wybuchowy bez przerwy krzyczał albo przeklinał Bogu ducha winne kobiety. Wszystko jednak wracało do normy, gdy przygotowywano mieszkanie na nabożeństwo „Gorzkich Żali” lub „Różańca do Imienia Jezus”. W każdą niedzielę śpiewano kolejno w domach „Gorzkie Żale” a w środy i piątki Różaniec. Tekstu tego Różańca nie było w żadnej książeczce do nabożeństwa, mieli go tylko specjalni „prowodyrzy”, czuwający nad całością. Różaniec ten zaczynał się pieśnią „Jezu w Ogrójcu mdlejący”, śpiewano wszystkie zwrotki, następnie odmawiano lub śpiewano „Ojcze Nasz” a potem powtarzano dziesięć razy wezwanie; „Jezusie Nazareński Synu Dawida zmiłuj się nad nami”, dodawano jeszcze różne modlitwy i intencje a kończył się „Litanią do Imienia Jezus” i śpiewem „Któryś za nas cierpiał rany”. Dla każdego mieszkańca wioski zaszczytem było przygotowanie mieszkania na te nabożeństwa, które polegało na dekoracji głównej ściany lub okna, ubranie ołtarzyka i ustawieniu dużej liczby ławek, aby każdy mógł siedzieć. Należało też powiesić kila dobrych lamp naftowych, bo elektryfikację przeprowadzono dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych. W gazetach już w 1950 roku pisali, że wioska Dębice została zelektryfikowana w całości, a tak naprawdę to od strony miasteczka postawiono cztery drewniane słupy z błyszczącymi izolatorami i na tym się skończyło.

W piątki ludzie gromadnie chodzili do kościoła na lubiane i popularne nabożeństwo „Drogi Krzyżowej”. Z niewielkiego wzgórza obok lasu można obserwować i podziwiać idących do kościoła na skróty przez pola i łąki. Na tle białego śniegu wyglądali jak gigantyczny kolorowy wąż poruszający się powoli i ginący w oddali. Na początku szedł dziadek Kubuś ze swoją laską, chodził zawsze w mróz, śnieżycę, deszcz czy upały. Powaga Wielkiego Postu została zakłócona w jego połowie. Wtedy młodzież znowu wyżywała się organizując różne imprezy i kawały. Piotrek wyżywał się w zatykaniu szybą kominów. Inni w nocy cichaczem potrafili umieścić wóz z dyszlem na słomianym dachu. Okna w domach gdzie były dziewczyny malowano wapnem lub farbą. Nie zawsze się to udało, bo pilnowano obejścia. Kazik chciał pomalować farbą okna sąsiadce, został jednak przyłapany i kilka dni chodził z twarzą pomalowaną na zielono, przez to stał się powodem kpin.

Słońce walczyło z chłodami, dzień coraz dłuższy, a zima słabła. Jeśli Wielkanoc wypadała na początku marca to do kościoła ludzie chodzili po śniegu, a gdy w kwietniu to wioska praktycznie została odcięta od reszty świata z powodu zalania łąk przez wodę. Wiosna zaczynała się bardzo gwałtownie, śnieg szybko topniał, zamarznięta ziemia nie mogła przyjąć takiej ilości wody, która zalewała łąki i pola. Przez mniejszą wodę można jeszcze przejść w gumowych butach, ale gdy jej ciągle przebywało to jedynym ratunkiem stawał się ponton albo drewniana balia. Piotrek i Kazik wybrali się balią do kościoła na poświęcenie pokarmów, koszyczki ze święconką zostały przykryte grubym papierem a chłopcy płynęli posługując się dwoma kijami, którymi odpychali balię. Do kościoła dopłynęli spokojnie, pokarmy zostały poświęcone. Jeszcze coś kupili do domu i wsiedli z powrotem do swojego statku. W drodze pokłócili się o jakiś drobiazg, trochę szarpaniny, balia zachwiała się a obydwaj chłopcy znaleźli się w zimnej wodzie. Mieli dużo szczęścia, bo wydarzyło się to niedaleko domu. Przemoknięci, zziębnięci i przestraszeni wpadli do mieszkania od razu informując rodziców, że koszyczki pozostały nienaruszone. Nikt nie dowiedział się jak tego dokonali. Żartowano sobie z nich, że swoje koszyczki poświęcili dwa razy, raz w kościele i drugi raz w wodzie. Pod koniec Postu urządzano w kościele rekolekcje i spowiedź, na które trzeba iść bez względu na pogodę. Rodzice nakazywali dzieciom wyciszenie się, nie wolno śmiać się, nie wolno krzyczeć, nie wolno marudzić przy jedzeniu i słuchać radia. Z tym jednak zawsze były trudności. Rekolekcje stanowiły część życia wioski, a ciekawe nauki ludzie długo pamiętali i powtarzali. W Wielką Środę kobiety szykowały lampki do grobu Jezusa. Na dnie szklanej musztardówki umieszczano krążek z surowego ziemniaka, w który należało włożyć słomkę z knotem. To wszystko zalewało się gorącym smalcem, po ostygnięciu w Wielki Czwartek należało zanieść do kościoła. Starsi mieszkańcy wioski robili porządki przy kapliczkach i krzyżach przydrożnych, młodzież przygotowywała na środku wioski dużą drewnianą huśtawkę. Ustawiano dwa wysokie i mocne słupy, wkopując głęboko w ziemię a następnie porządnie mocując. Na samej górze umieszczano wał, do którego przytwierdzono dwa drągi z siedzeniem i huśtawka gotowa. W Wielkanoc po Rezurekcji i śniadaniu do tej huśtawki ciągnęła wszystka młodzież, każdy chciał się pohuśtać, niektórzy śmiałkowie potrafili nawet wykonać obrót, było to jednak niebezpieczne.