Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj

św. Paweł z Tarsu

Albowiem poznaje Pan drogę sprawiedliwych, a droga grzesznych zaginie

Ps 1

Wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi korzyść. Wszystko mi wolno, ale ja niczemu nie oddam się w niewolę.

I Kor 6, 12

Ilekroć mnie trwoga ogarnie w Tobie pokładam nadzieję. W Bogu uwielbiam Jego słowo, Bogu ufam, nie bede się lękał: cóż może uczynić mi człowiek?.

Ps 56, 4-5

Z ludu wzięty

Największym darem Wielkiego Czwartku dla Kościoła jest Eucharystia i Kapłaństwo. „Eucharystia jest „jakby bijącym sercem, dającym życie całemu mistycznemu Ciału Kościoła....Bez Eucharystii Kościół po prostu by nie istniał. To Eucharystia bowiem sprawia, że wspólnota ludzka staje się tajemnicą komunii, że jest zdolna nieść Boga światu i przybliżać świat do Boga.”. ( Benedykt XVI). Oprócz Eucharystii w Wielki Czwartek otrzymaliśmy jeszcze jeden dar a mianowicie Kapłaństwo, beż którego nie byłoby możliwości przyjmowania Ciała i Krwi Pańskiej. „Kapłaństwo zrodziło się więc w Wieczerniku z miłości Chrystusa do człowieka i do Boga” ( Abp Michalik). Włącza On Apostołów do swojej ofiary i poleca, aby ją przedłużali. Przez to Jezus ustanawia swoich Apostołów kapłanami Nowego Przymierza”. (KKK 611).

Każdego dnia posilamy się chlebem, jesteśmy zadowoleni jeśli on jest świeży i smaczny. Musimy sobie jednak uświadomić, że ten chleb został wypieczony i podany przez piekarzy. Takimi Boskimi piekarzami są kapłani, którzy mają obowiązek sprawowania Eucharystii i karmienia nas Ciałem Chrystusa i Słowem Bożym byśmy nie ustali w drodze do zbawienia, byśmy stawali się prawdziwymi dziećmi Bożymi. Św. Matka Teresa powiedziała kiedyś o sobie następujące jakże piękne słowa: „Jestem ołówkiem w ręku Boga. On pisze nim, co zechce”. Te słowa mają odniesienie w szczególności do każdego kapłana, ale także do każdego chrześcijanina. Snując rozważanie o kapłaństwie i o kapłanach należy zawsze brać pod uwagę powyższe stwierdzenia, ponieważ one są jakby kluczem do zrozumienia roli i posługi kapłańskiej. Kapłaństwo pochodzi bezpośrednio od Chrystusa, bo to On wybiera – powołuje, a ten który pozytywnie odpowiedział na Jego zaproszenie powinien być Jego „ołówkiem”, Jego „piekarzem” Jego „ręką, nogą” i Jego przedłużeniem. Powołanie jest tajemnicą. Dlaczego wybrał Dwunastu słabych, prostych ludzi a nie uczonych i wielkich tego świata? Do dziś zastanawiam się dlaczego ja? Dlaczego wybrał mnie człowieka przeciętnego, a nie tych najzdolniejszych i lepszych ode mnie? Dzięki Bogu w naszej Ojczyźnie jeszcze nie odczuwamy boleśnie braku kapłanów, chociaż każdego roku do seminariów przychodzi coraz mniej kandydatów. Jeśli się nie znajdą odważni i głęboko wierzący młodzi ludzie, to za kilkanaście lat opustoszeją niektóre parafie, ludzie zostaną bez „chleba i piekarzy”.

Poproszono mnie by napisać kilka słów o kapłanie z niewielkiej parafii Białopole w Diecezji Zamojsko-Lubaczowskiej ks. kanoniku Henryku Borzęckim. Nie jest to łatwe zadanie bo nie dysponuję żadnymi źródłami pisanymi, nie znałem ks. Henryka od lat jego młodości, nie miałem możliwości dokładnego zapoznania się z jego życiorysem. Piszę więc o kapłaństwie i o tym jak w tę funkcję wpisał się nieżyjący już proboszcz Parafii Matki Bożej Częstochowskiej w Białopolu. Tak naprawdę moja znajomość z Ks. Henrykiem rozpoczęła się gdzieś w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia gdy przybył do mojej rodzinnej Parafii M. B. Częstochowskiej w Siedliszczu. Ks. Henryk jak większość kapłanów starszego pokolenia wychował się w rodzinie głęboko religijnej i patriotycznej w trudnych realiach „Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej”, czyli jak to się popularnie mówi „za komuny”. Brakowało wtedy wszystkiego; żywności, paliwa, mieszkań a najbardziej wolności. Religia była zwalczana urzędowo przez specjalną komórkę służby bezpieczeństwa (SB). Ateizacja jednak nie mogła się pochwalić wielkimi sukcesami, dlatego w wielu wypadkach sięgnięto po rozwiązania siłowe, posuwając się nawet do zamordowania kilku duchownych. Młodych ludzi zniechęcano i utrudniano im wstąpienie do seminarium. Maturzysta w żadnym wypadku nie mógł się zdradzić się ze swoim powołaniem, ponieważ groziło to utratą matury i szykanami wobec rodziny. Może właśnie podobna sytuacja było powodem, że maturzysta Borzęcki podjął pracę w lubelskiej fabryce i dopiero po kilku latach rozpoczął realizowanie swego powołania? Kościół zaciekle inwigilowano przez tzw. „tajnych pracowników” SB. Umieszczano ich nawet w kołach ministranckich, scholach, radach parafialnych, seminariach itp. Każdy kapłan posiadał „swego opiekuna” czyli oficera SB, który dość często życie zatruwał młodym i starszym. Ks. Henryk na własnej skórze bardzo boleśnie odczuł wielogodzinne przesłuchania, bicie i straszenie pistoletem przez funkcjonariuszy SB. Największymi wrogami dla władz PRL-u byli kapłani uczący młodzież, prowadzący rekolekcje oazowe, albo ci, który włączali się w organizacje patriotyczne jak np. „Solidarność”.

Ostatnią parafią wikariuszowską dla ks. Henryka było moje rodzinne Siedliszcze nad Wieprzem. W zasadzie był już po „przejściach”, a czasy stawały się trochę spokojniejsze, mimo to jego gorliwa praca z młodzieżą w miejscowym Liceum, a także z ministrantami w dalszym ciągu nie podobała się rządzącym. Pobyt w tej parafii i życzliwa postawa proboszcza ks. kan. Janusza Krzaka budowniczego kościoła w Siedliszczu była bardzo cennym doświadczeniem i jakby dojrzewaniem do nowych zadań. Te zadania czekały na niego w Białopolu, gdzie przy starej zdewastowanej dworskiej kaplicy zaczął już działać nowo utworzony ośrodek duszpasterski. Wkrótce powołano do życia nową parafię dla której należało wybudować kościół. Ks. arcybiskup Bolesław Pylak szukał człowieka, który by się tego zadania podjął. To trudne wezwanie przyjął właśnie ks. Henryk Borzęcki, który swoją nową parafię oddal pod opiekę Matki Bożej Częstochowskiej.

Trzeba mieć wielką wiarę, wyobraźnie i odwagę aby wybudować kościół wraz z zapleczem gdy prawie niczego się nie posiada. Plac po jakimś geesowskim składzie wprawdzie w bardzo ładnym miejscu, ale trzeba go uporządkować i zagospodarować. Nowy proboszcz zamieszkał w wiejskiej chacie usytuowanej na placu obok rozkopanej ziemi pod fundamenty świątyni. W takich prymitywnych warunkach w towarzystwie myszy mieszkał przez wiele lat. Nigdy się nie skarżył, zawsze uśmiechnięty i pełen humoru. Przykładem tego jest pewne zdarzenie, które miało miejsce gdy na jakąś uroczystość przyjechał z Zamościa Ks. biskup Jan Śrutwa. Po Mszy św. wszedł do prowizorycznej łazienki ale bardzo szybko z niej wyszedł. Podszedł w stronę proboszcza i głośno zapytał: „choć i powiedz mi co on tu robi”? Chodziło o gipsowe popiersie Lenina, które zostało umieszczone na spłuczce sedesu. Rozbawiony tą sytuacją ks. Henryk odpowiedział: „niech patrzy na to co narobił”.

Widząc determinację i staranie proboszcza parafianie mocno się zaangażowali w dzieło budowy. Z trudem zdobywano stal, cement, wapno, cegły, drewno. Piszę zdobywano, bo jeszcze nie skończyły się czasy gdy wszystkiego brakowało i nie dało się normalnie kupić prawie żadnych materiałów budowlanych. Ks. Henryk przybył do Białopola w roku 1991 a więc w czasach przemian i należy przyznać, że miejscowe władze potraktowały jego osobę i sprawę budowy świątyni bardzo życzliwie. Bóg jeden tylko wie ile ks. Henryk wygłosił rekolekcji i kazań w różnych parafiach przy okazji prosząc o pomoc materialną dla budowy. Tylko Bóg wie ile przejechał kilometrów swoim własnym samochodem, aby wszystko pozałatwiać i na czas przygotować. Rozpoczęte prace nabierały tempa i dość szybko wyłoniła się sylwetka nowej świątyni. Nie obyło się bez trudności, ponieważ nie wszyscy cieszyli się z tego, że Białopole stało się parafią, że będzie posiadać piękną nową świątynię. Należy pamiętać, że tereny we wschodniej Polsce były dość mocno skomunizowane i niejednolite wyznaniowo.

Wielką zasługą ks. Henryka jest stworzenie prawie od zera materialnej bazy parafii, jest to sprawa bardzo ważna lecz nie najważniejsza. Najważniejszą budowlą jest Lud Boży – żywy Kościół. Kapłan wcale nie musi się znać na budownictwie czy ekonomii. Wapno, cement, stal to także nie jest w żaden sposób związane z łaską powołania i święceń. Św. Paweł wyjaśnia tę sprawę sugestywnie i bardzo stanowczo: „głoś naukę, nastawaj w porę, [w razie potrzeby} wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz. Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili”. (2 Tm 4, 2). Kapłaństwo to służba Bogu i ludziom, to budowanie wspólnoty złączonej wiarą i miłością do Boga. Patrząc na stan parafii pod koniec jego życia można stwierdzić, że to także bardzo się udało. Dziś widać jak parafia jest rozmodlona i żywa. W każde rekolekcje do spowiedzi przystępuje bardzo wielu parafian, chyba procentowo najwięcej w naszym Dekanacie. My kapłani, którzy tam spowiadamy żartujemy, że ks. Henryk nakazał, aby jego parafianie spowiadali się dwa razy tego samego dnia. W pierwsze piątki miesiąca konfesjonały są oblegane, tak samo jest podczas odpustu i przy innych okazjach. Przy ołtarzu są zawsze ministranci, podczas Mszy św. śpiewa młody chór. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich poczynań proboszcza z Białopola, ale dziś widać zadbany Kościół duchowy i materialny. Jak mówi Słowo Boże: „Kapłan - z ludu wzięty, dla ludu ustanowiony.” (Hbr 5, 1). Z jednej strony człowiek pozostający w szczególnej bliskości z Chrystusem, z drugiej - jak każdy śmiertelnik podatny na słabość, pokusę, grzech. Jak każdy człowiek musi się także z czegoś utrzymać. A to w Polsce niekiedy wywołuje jakieś napięcia, złośliwe komentarze itp. Czy słusznie? Często solą w oku jest samochód. W wielu krajach parafie mają samochody służbowe, które nie są własnością kapłana. U nas samochód zakupiony za własne pieniądze zarobione w szkole lub otrzymane od rodziny prawie zawsze służy więcej parafii niż osobie, która go posiada. Weźmy np. pod uwagę ks. Henryka, który zajeździł chyba ze dwa samochody budując kościół. Samochód często jest całym majątkiem kapłana.

Chcielibyśmy widzieć kapłana zawsze dyspozycyjnego, uśmiechniętego, należy jednak pamiętać, że nie zawsze tak będzie, ponieważ pojawiają się różne choroby, problemy w nauczaniu w szkole, zmartwienia, ponieważ bardzo boli czyjaś zdrada, odejście od Kościoła i wiele innych spraw. Także nas kapłanów dotyka przemęczenie, depresja, załamania, nałogi a nawet wielki upadek. Wielkim problemem jest samotność., szczególnie w czasie choroby lub niektórych świąt. Wiemy, że nawet zwykły ołówek może się złamać lub wypisać, podobnie jest z „ołówkiem w ręku Boga”. Dziś nie jest łatwo być kapłanem, szczególnie gdy trwa zmasowana nagonka, o której Jezus dawno temu wspominał: „ Uderzę pasterza, a rozproszą się owce stada.” (Mt 26, 2).

W tym roku mija trzydzieści lat od utworzenia Parafii pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Białopolu. 26 sierpnia 2019 roku na Odpuście uroczyście dziękowaliśmy Bogu za to, że w tej miejscowości położonej na trasie Chełm - Hrubieszów Bóg ustanowił „kawałek nieba na ziemi”, którym jest ta piękna świątynia. Należy także dziękować wszystkim osobom, które przyczyniły się do powstania tego dzieła, a szczególnie ks. Henrykowi. My kapłani bardzo ceniliśmy jego pracę, dlatego często posługiwaliśmy w konfesjonałach, przyjeżdżaliśmy na różne uroczystości, a także chętnie odwiedzaliśmy kapłana, który był wzięty z ludu i dla ludu ustanowiony. Parafia Białopole położona na styku Archidiecezji Lubelskiej i Diecezji Zamojsko – Lubaczowskiej była jakby pomostem łączącym te dwie jednostki Kościoła świętego. Natomiast Ks. Henryk był tą osobą, która bardzo się starała, aby nie zanikły więzy miedzy kapłanami obydwu diecezji.

W zimie 2020 roku pojawiła się na świecie straszna epidemia korona wirusa. Dotarła także do Białopola, dopadła osłabionego Ks. Henryka Borzęckiego, który zmarł 24 marca w szpitalu w Puławach jako pierwszy zakażony kapłan w Polsce. Trudno było w to uwierzyć. Miał jeszcze tyle planów i chęci do działania. Dziś wypada tylko podziękować za jego niezwykłą gościnność podczas uroczystości i prywatnie, a także za gorliwą pracę. „Ołówek się wypisał”, ale miejmy nadzieję, że dobry Bóg docenił trud „pisania”. 

ks. Henryk Krukowski